Stany Zjednoczone od dawna naciskają na sojuszników, by ci wzięli większą odpowiedzialność za własną obronność, a najlepiej stali się eksporterami bezpieczeństwa w swoim regionie. Jednak w ostatnich latach w rejonie Indo-Pacyfiku obserwujemy tendencję idącą dalej, niż samo dozbrajanie się przez partnerów Ameryki, a mianowicie ich współpracę między sobą. Amerykański system sojuszniczy w Azji często określało się mianem “piasta i szprychy” (ang. ‘hub and spoke’), czyli silnych relacji graczy regionalnych z Waszyngtonem, jednak bez znacznych powiązań wzajemnych. Kontrastującym modelem jest kolektywny system bezpieczeństwa, jak europejskie NATO, gdzie państwa są głęboko skoordynowane w ramach stosunkowo jednolitego bloku. Wariant pośredni stanowi “system węzłowy”. Ta koncepcja również opiera się na Stanach Zjednoczonych jako liderze regionalnego systemu bezpieczeństwa, jednak wyróżnia ją silna współpraca pomiędzy junior partnerami Waszyngtonu. W ostatnich latach obserwujemy stopniową transformację azjatyckiej modelu właśnie w stronę systemu węzłowego, o czym na łamach Układu Sił pisał wcześniej Marek Stefan.
Na przestrzeni tego roku ów trend wyraźnie przyspieszył, co dobrze ilustruje przykład Indii. W styczniu ukazały się informacje, że negocjują one z Indonezją i Wietnamem sprzedaż pocisków hipersonicznych Brahmos. Wcześniej zakupiły je Filipiny i nie jest tajemnicą, że mają one poprawić odstraszanie względem chińskiej floty. Wg CareEdge Ratings, w ciągu następnych 4 lat wartość indyjskiego eksportu broni będzie rosła w średnim skumulowanym tempie 20% rocznie. Na początku sierpnia Indie i Filipiny przeprowadziły pierwsze wspólne ćwiczenia marynarki wojennej, a wagi wydarzeniu dodaje fakt, że zrobiono to na Morzu Południowochińskim, czyli obszarze spornym między Pekinem a Manilą. Prezydent Filipin, Marcos, stwierdził, że oba kraje są przywiązane do podtrzymywania prawa morskiego, zwłaszcza klauzuli UNCLOS, jednoznacznie wskazującej na niezasadność chińskich roszczeń.
Intensyfikacja współpracy pomiędzy członkami koalicji proamerykańskiej na Indo-Pacyfiku jest widoczna, choć potrzeba jeszcze wiele kroków, by stworzyć spójny regionalny system bezpieczeństwa, w którym Stany Zjednoczone będą pełniły rolę dopełniającą.
Indie to nie jedyny przykład aspirującego eksportera bezpieczeństwa. Coraz aktywniejszą rolę na tym polu odgrywa Japonia. W tym samym czasie gdy Indie i Filipiny odbywały ćwiczenia, Tokio zostało wskazane jako dostawca okrętów dla marynarki wojennej Australii. Canberra zakupi 11 nowoczesnych fregat klasy Mogami o łącznej wartości 10 mld USD. Pierwsze trzy mają być gotowe do 2034 roku, a następnie produkcja zostanie przeniesiona na terytorium Australii, pozwalając na transfer know-how. Co ciekawe, rywalem w przetargu była niemiecka firma TKMS, wielokrotnie sprzedająca statki do innych państw, podczas gdy Japonia nigdy wcześniej nie eksportowała fregat. To zdaje się potwierdzać przypuszczenie, że decyzja poza kwestiami technicznymi opierała się też na kalkulacji strategicznej i skłonności do zagęszczania współpracy regionalnej, z partnerami o podobnych priorytetach. Ponadto Japonia, podobnie jak Indie, zacieśnia relacje z Manilą. W czerwcu Tokio zatwierdziło dwustronną umowę ułatwiającą rozlokowanie Japońskich Sił Samoobrony na Filipinach i przewidującą dalsze wspólne ćwiczenia oraz programy szkoleniowe dla wojsk filipińskich.
Intensyfikacja współpracy pomiędzy członkami koalicji proamerykańskiej na Indo-Pacyfiku jest widoczna, choć potrzeba jeszcze wiele kroków, by stworzyć spójny regionalny system bezpieczeństwa, w którym Stany Zjednoczone będą pełniły rolę dopełniającą. Póki co Waszyngton pozostaje niezastąpiony dla swoich partnerów w Azji. Z pozoru taki stan rzeczy może wyglądać na pożądany dla Amerykanów, w końcu większa zależność sojuszników to większa skuteczność nacisków USA, choćby w sprawach restrykcji na chiński sektor technologiczny. Jednak Stany Zjednoczone za tej, jak i poprzedniej administracji, zdają się akceptować koszt emancypacji swoich partnerów, a wręcz ich do tego zachęcać, jeżeli będzie to oznaczać zwolnienie Waszyngtonu z pełnej odpowiedzialności za region. Dlatego choć Indo-Pacyfik wciąż opiera się na amerykańskim parasolu, to coraz częściej splata własną siatkę bezpieczeństwa.


