Wiceprezydent USA J.D. Vance powiedział, że Rosja poszła na znaczące ustępstwa, między innymi zrezygnowała z celu, jakim było zainstalowanie marionetkowego rządu w Kijowie oraz zaakceptowała, że Ukraina będzie objęta gwarancjami bezpieczeństwa po zakończeniu wojny. Wypowiedzi Ławrowa poddają w wątpliwość te stwierdzenia.
Ławrow podważa narrację o rosyjskich ustępstwach
Po pierwsze, Ławrow, odnosząc się do możliwości spotkania Putina z Zełenskim, przypomniał dotychczasowe stanowisko Kremla, kwestionujące legitymację prezydenta Ukrainy. Jego kadencja się zakończyła, ale ze względu na wojnę wybory nie zostały przeprowadzone. Możliwe, że w słowach tych zawarty jest komunikat, iż Rosja ostatecznie nie zrezygnowała z ingerencji w ukraińską politykę.
W kwestii gwarancji bezpieczeństwa Ławrow powiedział, że w rozmowie z Trumpem Putin przywołał pomysły z jesieni 2022 roku. Toczyły się wówczas negocjacje w Mińsku i Stambule, a omawianą propozycją było udzielenie gwarancji Ukrainie przez członków stałych Rady Bezpieczeństwa ONZ, czyli przez Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię, Francję, Chiny i Rosję. Ukraina miałaby pozostać państwem neutralnym. Jest to pomysł mało realny, ponieważ wymagałby zaakceptowania przez Kijów absurdalnego rozwiązania, w którym Moskwa jest gwarantem jej bezpieczeństwa.
W tym przypadku także można przypuszczać, że słowa Ławrowa są próbą rozwodnienia sprawy: Rosja może i się zgadza na gwarancje, ale takie, które sama proponowała trzy lata temu i które są niemożliwe do zrealizowania.
Co więcej, Agencja Reutera, powołując się na rosyjskie źródła, przytacza warunki, które Władimir Putin stawia Ukrainie w zamian za pokój. Otóż domaga się on oddania całego Donbasu, oferując zamrożenie linii frontu jedynie w obwodach chersońskim i zaporoskim. Sprzeciwia się obecności wojsk NATO na Ukrainie i jej przystąpieniu do sojuszu. W tej drugiej kwestii chce od Stanów Zjednoczonych zapewnień, że się na to nie zgodzą. Żąda także, żeby Ukraina pozostała państwem neutralnym oraz, co istotne, żeby liczebność jej armii została ograniczona.
Są to warunki stawiane przez Putina wielokrotnie wcześniej. Nie ma w nich żadnych ustępstw, także w kwestii suwerenności Ukrainy, więc Kijów nie mógłby decydować o swoich sojuszach oraz siłach zbrojnych. Należy oczywiście zauważyć, że nie jest to oficjalne stanowisko, ale przeciek do mediów, więc informacje te z jednej strony mogą się nie potwierdzić, z drugiej jednak, mógł to być przeciek kontrolowany, co także jest sygnałem.
Jasnym jest, że dopóki Ukraina ma siłę, żeby walczyć, nie spełni tych żądań. Porzucenie umocnionych pozycji w Donbasie i zredukowanie własnej armii w zamian za ulotne gwarancje oznaczałoby, że zostałaby pozostawiona na pastwę Kremla. Pojawiają się zatem pytania, dlaczego Rosja stawia warunki, które z pewnością zostaną odrzucone i dlaczego mniej lub bardziej subtelnie podważa amerykańską narrację?
Biorąc pod uwagę, że Rosja rzeczywiście zyskała w ostatnich miesiącach przewagę strategiczną na froncie, Putin nie ma zbyt dużych zachęt do ustępstw, podobnie jak nie miał ich przed szczytem w Anchorage.
Trump między Putinem a sojusznikami USA
Donald Trump zaraz po spotkaniu w Anchorage ogłosił, że teraz „piłka jest po stronie Ukrainy”, choć nie zdradził, jakie ustalenia zapadły w kwestii pokoju. Skoro tak, to cóż Rosji szkodzi powiedzieć, że warunkami, na które Ukraina musi się zgodzić, są te, które stawiała od zawsze? Prezydent USA uwiarygodnił Putina, spotykając się z nim, choć wcześniej groził mu sankcjami. Jeszcze wcześniej natomiast wyrażał się o nim pozytywnie. Istnieje ograniczona liczba takich zwrotów, które można wykonać i nadal być traktowanym poważnie. Być może zatem Moskwa liczy, że Trumpowi wygodniej będzie naciskać na Zełenskiego, niż znów przedstawiać Putina jako winowajcę.
Co jednak ważniejsze, wygląda na to, że Stany Zjednoczone nie mają pomysłu na przymuszenie Rosji do ustępstw. Jednym z nich było nałożenie ceł na państwa, które kupują surowce naturalne od Rosji. Dwaj najwięksi klienci to Indie i Chiny. W przypadku obu tych państw wyższe taryfy są problematyczne. Jest oczywiste, że Stany Zjednoczone starają się pozyskać Indie jako sojusznika w strategii powstrzymywania Pekinu.
Donald Trump zdecydował się pomimio tego nałożyć 25-procentowe cła na towary z Indii i 27 sierpnia wzrosną one do 50 proc. Uzyskał tyle, że premier kraju Narendra Modi ogłosił, że odbędzie pierwszą od siedmiu lat wizytę w Chinach w ramach szczytu Szanghajskiej Organizacji Współpracy. Spotkał się z ironicznymi komentarzami, że rzeczywiście jest „peacemakerem”, ponieważ zjednoczył dotychczasowych wrogów przeciwko sobie. Działanie to stoi w sprzeczności z amerykańską polityką priorytetyzacji Indo-Pacyfiku względem Europy.
W przypadku Chin sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana. Ze względu na głęboką zależność gospodarczą od Pekinu Waszyngton stara się obecnie, pomimo konfliktu, złagodzić napięcia. “The Wall Street Journal” informuje, że do USA na rozmowy wybierają się minister handlu Chin He Lifeng oraz przedstawiciel ds. handlu międzynarodowego Li Chenggang. Trudno oczekiwać, że Trump nagle porzuci amerykańskie cele, żeby przymusić Putina do rozmów z Zełenskim.
Biorąc pod uwagę, że Rosja rzeczywiście zyskała w ostatnich miesiącach przewagę strategiczną na froncie, Putin nie ma zbyt dużych zachęt do ustępstw, podobnie jak nie miał ich przed szczytem w Anchorage. Nic nie hamuje go przed podtrzymywaniem maksymalistycznych żądań. Być może nastąpią w tym względzie jakieś zmiany, ale na razie wiele wskazuje na to, że będą one wynikiem działań samej Ukrainy.
Ostatnie ukraińskie naloty spowodowały znaczne zniszczenia rosyjskiej infrastruktury energetycznej, znaczące podwyżki cen paliw i ich racjonowanie w niektórych regionach. Co więcej, firma Fire Point twierdzi, że opracowała nowy pocisk manewrujący Flamingo, zdolny do przenoszenia potężnych, 1150-kilogramowych ładunków i wkrótce może produkować go masowo. Biorąc pod uwagę jego zasięg, wynoszący 3000 kilometrów, może się okazać, że będzie to broń przełomowa, zdolna do częściowego sparaliżowania rosyjskiego przemysłu energetycznego. Pokazuje to, jak ważne są własne zdolności. I jest to lekcja także dla Polski.
