Yasheng Huang jest wykształconym w Pekinie ekonomistą, który po studiach magisterskich w latach 80. minionego stulecia trafił do USA i tam został. Od lat jest profesorem w cenionym Massachusetts Institute of Technology, bodaj najgłośniejszej politechnice w Stanach, nadal jednak jest przede wszystkim ekonomistą. Na dodatek takim, który opublikował wielce cennych prac. Jedna z nich, z początku tego wieku, była przewrotna w samym tytule. Od września 1987 roku obowiązujący w ChRL system czy ustrój polityczny nazywa się – do dziś – socjalizmem o chińskiej specyfice. Yasheng Huang wydał natomiast wartościowy tom o znamiennym tytule „Kapitalizm o chińskiej specyfice”.
Konformizm w cenie
Kiedy teraz, promując najnowszy tom, trafił – i dobrze! – do Polski, zapytałem go wprost, czy powtórzyłby ten tytuł dzisiaj. Na co on: „Właśnie przygotowuję nowe wydanie tamtej książki, pojawi się na początku przyszłego roku, ale tytuł będzie zmieniony na »Etatyzm o chińskiej specyfice«”.
I ma rację! Bowiem w Chinach pod wodzą Xi Jinpinga (od końca 2012 roku) powróciło wręcz omnipotentne państwo partyjne, a wraz z nim siła z jednej, a ideologia z drugiej strony. Chcąc zrozumieć, co się stało, trzeba sięgnąć do tego tomu, którego podstawowy dylemat jest sformułowany już w podtytule: „Jak Chiny stały się potęgą i czy grozi im upadek”. Podtytuł jest w porządku, ale sam polski tytuł – „Zmierzch Wschodu” – mocno rozczarował naszego gościa. W oryginale angielskim jest tam bowiem gra słów, a na tytułowe pojęcie east (wschód) składają się cztery kluczowe elementy w nim badane, czyli: egzaminy, autokracja, stabilność i technologia.
Uważna lektura prowadzi jednak do wniosku, że jest to przede wszystkim wręcz unikatowe w literaturze światowej przenicowanie zagadnienia keju, czyli obowiązujących od roku 587 n.e. aż do praktycznie upadku cesarstwa w początkach XX wieku egzaminów cesarskich. Drugim wiodącym motywem książki jest autokracja, w tym ta w najnowszej odsłonie, czyli w „nowej erze Xi Jinpinga”, jak się ją oficjalnie nazywa. Niestety, tak ważna dzisiaj w chińskim wydaniu technologia jest tu wtórna i raczej rozczaruje tych, którzy chcieliby szukać klucza do chińskich zamysłów pod tym względem.
To jednak nie ujmuje wprost niezwykłej wartości tej pracy, szczególnie w kontekście keju (dzisiejsza ich kontynuacja to urządzane po maturze egzaminy na studia gaokao, których uczestnicy nierzadko mdleją, a zdarzały się nawet przypadki śmiertelne z wyczerpania, stresu czy przemęczenia). Te egzaminy bowiem, zarówno w tym starym, jak i w nowym wydaniu, są niczym innym jak przepustką do kariery na terenie Chin, a w dzisiejszym zglobalizowanym świecie często także poza nimi: w organizacjach międzynarodowych czy transnarodowych spółkach, najczęściej oczywiście tych o chińskim rodowodzie, jak Alibaba, Huawei, Tencent czy Xiaomi.
Kto zdał egzamin, ten miał władzę, wpływy, prestiż, no i oczywiście majątek. Tak było i nadal tak jest. Tyle że teraz jest zasób z partyjnego nadania, a także – to inny ważny mechanizm – osobistych relacji zwanych guanxi.
Niezwykła wprost co do głębi analiza keju w tym tomie zdecydowanie wykracza poza rozważania stricte ekonomiczne. To jedno z najlepszych studiów dotyczących funkcjonowania chińskiego systemu politycznego, jego długotrwałości, a przede wszystkim jego społecznych konsekwencji. Keju, podzielony na trzy stopnie – prowincjonalny, stołeczny i pałacowy – w miarę upływu czasu coraz mocniej sformatowany i scholastyczny, sprowadzony do tzw. ośmionogiego eseju ze znajomości konfucjanizmu, najpierw ukształtował podstawową cechę Chińczyków: zdolność do adaptacji i konformizm, a następnie ukatrupił talenty i kreatywność oraz heterogeniczność. W efekcie po stuleciach doprowadził do upadku cesarstwa.
Państwo bez społeczeństwa
Cesarstwo upadło, ale chińskie mechanizmy i zachowania utrwaliły się i pozostały. Jak bowiem pisze autor, „keju był najbardziej zaawansowanym i usystematyzowanym kanałem awansu społecznego. Nie miał sobie równych. Był kompleksowy i niezwykle dobrze zorganizowany”. Zarazem jednak, co nie mniej ważne, „religia, opozycja polityczna, niezależna inteligencja i gospodarka zostały pokonane i pozbawione ludzi… Dzięki keju dwór cesarski zmonopolizował dostęp do wysokiej jakości kapitału ludzkiego”. Innymi słowy, zdusił w zarodku wszelką opozycję i myśl dysydencką, usunął alternatywne kanały kariery, inkorporował wszelkie talenty i w rezultacie powstało „państwo bez społeczeństwa”. Jak widać, w Państwie Środka zastosowano niezwykle zmyślny mechanizm kooptacji najzdolniejszych jednostek do elity władzy, przy okazji eliminujący wszystkie alternatywne ścieżki kariery.
Jednakże skutki działania tych mechanizmów prowadziły jeszcze dalej – do bezprecedensowej, za to niezwykle trwałej autokracji, jako że w opinii Yasheng Huanga „ideologiczny szacunek nie był wyrażany wobec konfucjanizmu jako systemu idei, ale wobec filozofa mędrca. Nazywam te mentalne ramy »epistemologią keju«”. To z tej postawy rodzi się największa różnica mentalna między Chińczykami (ludźmi Wschodu) a przedstawicielami Zachodu. W Chinach cała uwaga jest skupiona na władcy (wspaniałomyślnym i mądrym) oraz wspierającym go państwie, przez co zaniża się wartość jednostek i tępi wszelki ideowy indywidualizm. Popiera się tam natomiast kreatywność artystyczną i twórczą, o ile nie wykracza poza nakreślone przez państwo i cesarza ramy. Co gorsza, osoby sprzeciwiające się narzucanej z góry ortodoksji, zdobywające się na indywidualistyczne myślenie czy działanie są sekowane i karane, zazwyczaj dość surowo, co tym bardziej przymusza do konformizmu, posłuszeństwa i uległości wobec wszechmocnej i zawsze potężnej władzy.
W Chinach cała uwaga jest skupiona na władcy (wspaniałomyślnym i mądrym) oraz wspierającym go państwie, przez co zaniża się wartość jednostek i tępi wszelki ideowy indywidualizm.
Powrót cesarza i etatyzmu
Tak rodziła się warstwa rządząca, a wraz z nią sprawna merytorycznie biurokracja, którą wychwalał przykładowo Francis Fukuyama w swym epokowym dziele „Historia ładu politycznego”. W dzisiejszym wydaniu są to członkowie Komunistycznej Partii Chin (KPCh). Na tych zasadach rodziła się zarazem swego rodzaju umowa społeczna: ci, co na górze, mają mandat na rządzenie, my na dole jesteśmy rządzeni. Taki jest porządek rzeczy, przeciwko któremu nie należy, a w oczach władz nie wolno się buntować. Dlatego nikt się za bardzo nie dziwi, gdy obalony zostanie jakiś generał czy minister, bo to przecież ich, tych na górze, sprawa, nie nasza. Nikt też nie podważa tego mandatu, przynajmniej dopóty, dopóki jest pełno w garnku, a ludzie żyją dostatnio.
Efekt? Szacunek dla autokratów i etatystycznego państwa. Po dekadach twórczych eksperymentów w latach 1978-2018 wrócił do tej tradycji obecny przywódca, a od tej drugiej daty znów jedynowładca Xi Jinping, zarazem niejako drugi, wyraźnie w oczach autora negatywny bohater książki. Huang przytacza (s. 237) opublikowany w Cambridge tom Zhengyuana Fu poświęcony autokratycznym tradycjom na terenie Chin. Wymienia ich pięć podstawowych cech: narzucanie przez państwo oficjalnej ideologii, koncentrację władzy w rękach kilku albo nawet jednej osoby, szeroki zakres władzy państwowej we wszystkich aspektach życia społecznego, system prawny w rękach władzy, dominację państwa nad całym organizmem społecznym. „Można by pomyśleć – podkreśla Huang – że to trafny opis Chin pod panowaniem Xi Jinpinga, ale cytowana książka została opublikowana w 1993 roku, dwie dekady przed wyniesieniem go na najwyższe stanowiska. W momencie publikacji Xi był lokalnym urzędnikiem w prowincji Fujian”.
Jak widać, chiński system jest długowieczny i trwały, a po czterech dekadach prorynkowych, ale nie prodemokratycznych reform (pamiętajmy o wiośnie 1989 roku na Tiananmen) i eksperymentów Deng Xiaopinga, a nade wszystko po wejściu Chin w globalizację po upadku ZSRR i po uzyskaniu członkostwa w Światowej Organizacji Handlu (WTO) w grudniu 2001 roku ChRL znowu wpadła w poprzednie sidła. Odrodził się, trafnie tak nazwany przez Francisa Fukuyamę, syndrom cesarza. Autokracja znowu się umocniła, a władza znalazła się ponownie w rękach nowego cesarza, tym razem z nadania KPCh.
Bicie na alarm czy już pożar?
Znowu, jak w czasach funkcjonowania wymyślonego przez władców i stojącego na ich usługach systemu keju, Chińczycy zostali uchwyceni w ryzy państwa absolutystycznego, w którym jednostka nie ma znaczenia. Tym samym rozdźwięk między poprzednio otwierającymi się na świat i globalizującymi Chinami a światem zachodnim ponownie się pogłębił, a z racji ich wyraźnie rosnącej siły można nawet mówić o nowym antagonizmie na tej linii. Yasheng Huang wyjaśnia: „Keju przeskalował Chiny i stworzył państwo będące całkowitym przeciwieństwem postrzymskiej Europy. Nie było w nim rywalizacji politycznej i terytorialnej. Skurczyła się przestrzeń ideologiczna. Zmniejszyła się chińska przewaga technologiczna, a możliwość doprowadzenia do rewolucji przemysłowej została utracona. Chiny zostały w tyle”.
Czy teraz – to kluczowe pytanie – po świadomym powrocie do tradycji, monopolu władzy i twardej autokracji, a nawet militaryzacji społeczeństwa (w kontekście Tajwanu) w wykonaniu Xi Jinpinga, Chinom grozi powtórka z historii, jak wróży im wielu obserwatorów na Zachodzie i co zdaje się podzielać otwarcie niechętny Xi Jinpingowi autor tej pracy? Nie będzie tu zgody, ale historia powszechna oraz historia Chin, w tym ta najnowsza, dość jednoznacznie dowodzą, że twarde rządy jednej ręki – czy to w wydaniu Czang Kaj-szeka, czy Mao Zedonga – na długą metę są niczym innym jak receptą na katastrofę. Co z tym dylematem uczynią obecne elity spod znaku KPCh? Oto jest pytanie.
Zmierzch wschodu
2 w magazynie
To oczywiście pytanie do nich, nie do nas, choć często i chętnie różne rozwiązania im proponujemy (a oni i tak nas nie słuchają). Jednakże po wnikliwej lekturze tej niezwykle cennej i wielowarstwowej pracy nie będzie raczej żadnych wątpliwości co do tego, że z racji tradycyjnego chińskiego systemu rządzenia, który Xi Jinping świadomie i siłowo przywrócił (słynna kampania antykorupcyjna, w ramach której wyrzucono z partii miliony członków i wielu notabli, ostatnio aż dziewięciu generałów naraz, w tym jednego członka 24-osobowego Biura Politycznego), o przyszłych losach Chin zadecyduje ich elita, obecni mandaryni spod znaku KPCh.
Pewna nadzieja tkwi natomiast w tych oto słowach autora umieszczonych we wstępie do tej pracy: „Powrót pod rządami Xi Jinpinga do pewnych form kultu jednostki i jednoosobowej dyktatury jest tak daleki od normy, że niewielu chińskich uczonych się go spodziewało. Wielu – w tym ja sam – w 2012 roku (czyli wtedy, gdy Xi dochodził do władzy – BG) przewidywało, że system (ten spod znaku pragmatycznego i uciekającego od ideologii Deng Xiaopinga) będzie trwał”.
Stało się inaczej. Wróciła autokracja, jednoosobowe rządy, syndrom cesarza, ale też ideologia, w tym leninizm, czyli twardy kij dyktatury, oraz marksizm, czyli brak wiary w rynek, bo ten z natury jest żywiołowy, a autokrata chce mieć wszystko pod kontrolą. Yasheng Huang też nieco na ten temat pisze, rozważając o roli merytokracji oraz burżuazji i kapitalizmu w chińskim systemie, ale najwnikliwiej zanalizował te kwestie były premier Australii Kevin Rudd w omawianym przeze mnie w tej serii tomie „O Xi Jinpingu”.
Yasheng Huang nie pozostawia żadnych wątpliwości co do oceny rządów Xi Jinpinga, pisząc: „Xi przekształcił chińską autokrację w model nakazowy, a zarazem powtarza błędy poprzednich epok, szkodząc chińskiej gospodarce i rozwojowi technicznemu”. Nie ma wątpliwości, że chińskie elity też to widzą. Tymczasem mamy nową epokę i nowe wyzwania, a w ich ramach Chiny ponownie wyrosły na mocarstwo i zaczynają się już (vide uderzenie metalami rzadkimi) jak potęga zachowywać.
Natomiast jako potęga nie mogą się już opierać na tradycyjnym modelu rządzenia. Zmienią go czy ponownie wpadną w pułapkę kostycznego tradycjonalizmu, który kiedyś doprowadził do upadku cesarstwa? Odpowiedzi na tak postawione pytanie nie znamy, ale to od niej będzie w największym stopniu zależało, czy będziemy mieli do czynienia ze zmierzchem, czy też renesansem Wschodu. Bez mocarnych Chin mocnego Wschodu bowiem nie będzie, nie zważając na Japonię, Koreę Płd. czy państwa ASEAN.
Co zrobi Xi albo też co zrobią z Xi? – to najważniejszy dylemat stojący przed obecnymi chińskimi mandarynami spod znaku KPCh. Natomiast przenikliwy Yasheng Huang zauważa: „Chińska autokracja jest doskonałą w gaszeniu pożarów, gdy już wybuchną, ale fatalnie radzi sobie z biciem na alarm”. A lektura tej pracy Chińczyka przecież z pochodzenia jest niczym innym jak wielkim biciem na alarm.
Yasheng Huang, Zmierzch Wschodu. Jak Chiny stały się potęgą i czy grozi im upadek, przeł. Michał Głatki, wyd. Prześwity, Warszawa 2024.

