Instynktowna odpowiedź wydaje się oczywista. Polska jest jednym z największych beneficjentów ostatnich dekad globalizacji (słynny “złoty wiek” profesora Piątkowskiego) i dzieckiem amerykańskiej hegemonii globalnej. Dzięki dołączeniu do instytucjonalnych struktur Zachodu, mogliśmy korzystać nie tylko z dostępu do światowych rynków, ale także struktur bezpieczeństwa. Wydawałoby się zatem logiczne, że w interesie Polski jest stanie na stanowisku obrońcy świata Zachodu i podtrzymywanie amerykańskiego prymatu. Przekonanie to podziela zapewne znaczna część naszej klasy politycznej, a także społeczeństwa.
W tym miejscu warto jednak podkreślić dwie kluczowe sprawy, które mają zasadniczy wpływ na dalsze rozważania w kwestii naszego pożądanego stosunku do geoekonomicznego i geopolitycznego ładu ostatnich dekad.
Ograniczona sprawczość małych państw wobec zmieniającego się ładu
Po pierwsze, należy stwierdzić, że państwa małe i średnie mają ograniczony wpływ na kształ jakiegokolwiek porządku międzynarodowego. Konkretne łady globalne czy regionalne są kształtowane przede wszystkim przez mocarstwa i tak też było po upadku ZSRR, kiedy świat przekształcił się z dwubiegunowego w jednobiegunowy, a Stany Zjednoczone dokończyły dzieła budowy swojej światowej dominacji. Głównym celem państw małych i średnich powinno być zatem uważne obserwowanie i interpretowanie zmian zachodzących w globalnych i regionalnych układach sił i na tej podstawie kształtowanie swojej polityki zagranicznej, bezpieczeństwa i rozwojowej.
Kiedy zatem otrzymujemy kolejne sygnały o odchodzeniu amerykańskiego prymatu, kiedy w Waszyngtonie elity dyskutują nad zasadnością amerykańskiego przywództwa w świecie Zachodu i kiedy niepewność związana z zaangażowaniem wojskowym Stanów Zjednoczonych w Europie, w połączeniu z agresywną polityką handlową wobec Unii Europejskiej, dają coraz mocniej o sobie znać, pytanie o sensowność obrony status quo zaczyna być coraz bardziej zasadne. Jeśli bowiem twórca i główny gwarant globalnego porządku po zakończeniu zimnej wojny od prawie dekady mniej otwarcie (za czasów prezydentury Bidena) lub ostentacyjnie (za rządów Trumpa) dokonuje demontażu tego systemu, to czy Polska powinna być “świętsza od papieża” i stać na barykadzie obrońców starego porządku?
Innym silnym przekonaniem części polski elit politycznych jest myślenie, że status “wzorowego” sojusznika Ameryki pomoże uchronić Polskę przed napięciami i konfliktami, które przetaczają się teraz głównie przez świat Zachodu ze względu na trumpowską rewolucję. Jest to myślenie wyabstrahowane przede wszystkim od takich kwestii, jak realne zasoby i zdolności Stanów Zjednoczonych do podtrzymywania systemu dawnych zobowiązań sojuszniczych i nie biorące poważnie pod uwagę zagrożeń, takich jak potencjalny konflikt na Pacyfiku, który może skutecznie i w dość krótkim czasie zakończyć amerykańskie zaangażowanie wojskowe w Europie.
Geoekonomiczne wyzwania i pułapka średniego dochodu
Biorąc powyższe pod uwagę, postawa obrońcy status quo ma wątpliwe oparcie w rzeczywistości, która coraz mocniej i częściej uświadamia nam, że dawnego świata już nie ma.
Po drugie w warstwie geoekonomicznej świat również przechodzi poważne przemiany. Dotychczasowy twórca i gwarant systemu otwartych przepływów strategicznych – dóbr, kapitału, ludzi i danych – uznał, że w dotychczasowym kształcie układ ten przestał obsługiwać jego podstawowe interesy, a nawet naraził Stany Zjednoczone na liczne niebezpieczeństwa, jak postępująca dezindustrializacja. Administracja Trumpa, postanowiła zatem na nowo ułożyć relacje handlowe w świecie, wywołując globalną wojnę handlową.
Problem w tym, że Waszyngton nie rozwiązał jak dotąd istotnego dylematu, jak pogodzić wyjątkowy status i przywilej, wynikający z kontroli nad globalnym systemem finansowym poprzez hegemonię dolara, z chęcią reindustrializacji i wyeliminowania deficytu w handlu. Ten bowiem jest jedną z konsekwencji statusu kreatora najważniejszej waluty wymiany handlowej i absorbera globalnych nadwyżek finansowych. Brak rozwiązania tego dylematu nie zwiastuje szybkiego końca wojen handlowych, które rozrywają struktury globalnej gospodarki.
W sposób pośredni dotknie to także Polski. Jeśli Trump zrealizuje swoją groźbę wprowadzenia 30 procent ceł na import towarów z Unii Europejskiej, to dotknie to między innymi głównie niemieckie firmy, które w znacznym stopniu polegają na łańcuchach produkcji skoncentrowanych w Europie Środkowo-Wschodniej, w tym w Polsce. W krótkim i średnim okresie pogłębiające się problemy niemieckiej gospodarki, w tym przemysłu, mogą odbijać się na kondycji naszej gospodarki, ze względu na skalę wzajemnych powiązań. Ale czy problemy niemieckiego i szerzej zachodnioeuropejskiego przemysłu i gospodarki mogą mieć z naszej perspektywy jakieś pozytywne aspekty w długim okresie?
Państwa takie jak RFN, opierające swój wzrost na eksporcie, w warunkach przewlekłych konfliktów handlowych mogą mieć poważny problem ze stabilnym wzrostem gospodarczym. Jeżeli Polska wykorzysta ten czas i dokona skoku technologicznego i rozwojowego w oparciu strategiczne inwestycje infrastrukturalne, takie jak elektrownie atomowe, Centralny Port Komunikacyjny oraz własne narodowe “fabryki AI”, czy nowoczesny przemysł zbrojeniowy, możemy zniwelować dystans do naszego zachodniego sąsiada, a sektorowo nawet uzyskać liczne przewagi.
Zmiany zachodzące w świecie na poziomie geopolitycznym powinny odrzeć nasze elity polityczne ze złudzeń co do istnienia dawnego porządku, co wciąż jednak nie nastąpiło.
Ponownie należy zadać pytanie, czy w powyższym kontekście postawa obrońcy status quo systemu międzynarodowego powinna być nadal naszym pierwszym wyborem. Musimy zdawać sobie sprawę, że choć Polska skorzystała niewątpliwie na dołączeniu do gospodarczych struktur Zachodu, to jednak miała w nich zajmować określone miejsce, niejako “wyznaczone” przez państwa rdzenia tegoż systemu. Mieliśmy pełnić rolę “poddostawcy”, “montera” i dostarczyciela względnie taniej, ale wykwalifikowanej siły roboczej. Niemal każda próba wyjścia poza tę rolę i wspięcia się wyżej w międzynarodowym podziale pracy i w łańcuchach wartości, lub nawet ugruntowania jakieś własnej przewagi komparatywnej, kończyła się ostrą reakcją państw rdzenia. Doskonale widać to na przykładzie sporu Francji z Polską i Węgrami wokół zasad delegowania pracowników w UE, co miało uderzyć w rosnący w siłę polski sektor logistyczny. Innymi przykładami mogą być działania różnych ośrodków politycznych, medialnych i pozarządowych w Niemczech, protestujących przeciwko polskim projektom w energetyce atomowej, CPK, czy uderzających w projekt portu kontenerowego w Świnoujściu.
Zmiany zachodzące w świecie na poziomie geopolitycznym powinny odrzeć nasze elity polityczne ze złudzeń co do istnienia dawnego porządku, co wciąż jednak nie nastąpiło. W warstwie geoekonomicznej otrzymujemy raz po raz sygnały, że próba wyrwania się przez Polskę z “pułapki średniego dochodu” i próba stworzenia wysokomarżowych przedsiębiorstw oznaczać będzie trudną walką z siłami rdzenia systemu głównie w ramach Unii Europejskiej. Nikt bowiem nie oddaje swojej pozycji i związanej z nią władzy za darmo. Nie miejmy w tym względzie żadnych złudzeń. To sprawia, że w nadchodzących latach Warszawa może być na kursie kolizyjnym w wielu kwestiach z Paryżem i przede wszystkim z Berlinem.
Czy Polska powinna bronić upadającego porządku?
Tak jak 88 lat temu Bocheński w swoim opus magnum wyjaśniał, dlaczego Polska powinna zająć postawę rewizjonistyczną wobec ówczesnego systemu wersalskiego, tak i dziś powinniśmy poważnie zastanowić się nad tym, czy zajmowanie pozycji obrońcy status quo leży w interesie Polski. Jeśli zdamy sobie sprawę z naszego ograniczonego wpływu na kształtowanie systemu międzynarodowego oraz przyjmiemy do wiadomości kolejne sygnały świadczące o upadku amerykańskiego prymatu, to zrozumiemy, że stary porządek, któremu tyle zawdzięczamy, to w coraz większym stopniu fasada, zza której coraz śmielej wypełza chaos.
Jak stwierdził jeden z bohaterów popularnego serialu “Gra o Tron”, chaos oprócz niebezpieczeństw, które ze sobą niesie, może być też dla niektórych drabiną. Może więc zamiast obaw przed tym co nadchodzi, należy przyjąć tę nową “międzyepokę” z otwartymi ramionami?
