Niepewność związana z przyszłością amerykańskiego zaangażowania wojskowego w Europie staje się przyczyną ożywionych dyskusji na temat strategii odstraszania NATO zarówno w wymiarze konwencjonalnym, jak i nuklearnym. Ten ostatni aspekt jest szczególnie istotny, bowiem parasol jądrowy rozpostarty nad sojusznikami na Starym Kontynencie był jednym z filarów świata transatlantyckiego, który kształtował się w dekadach zimnej wojny i w cieniu potęgi Związku Radzieckiego.
34 lata po upadku żelaznej kurtyny świat Zachodu staje przed kolejną odsłoną dyskusji na temat swojej przyszłości. Europejscy sojusznicy zastanawiają się, czy nadal mogą polegać na amerykańskich gwarancjach rozszerzonego odstraszania, czy też powinni już zacząć poważnie myśleć o alternatywach. Jeśli tak, to kolejne pytanie powinno brzmieć: czy takie alternatywy istnieją? Czy Francja lub Wielka Brytania ze swoimi arsenałami nuklearnymi mogą wypełnić możliwą lukę po amerykańskich gwarancjach nuklearnych? A może Europę, a także inne części świata, czeka kolejna fala proliferacji broni jądrowej?
Na te i inne pytania starają się odpowiedzieć autorzy tekstów w tej odsłonie „Debaty strategicznej” w najnowszym numerze „Układu Sił”. Ogólny obraz, który wyłania się z tych artykułów, skłania do kilku fundamentalnych refleksji.
Nieodłącznym dylematem towarzyszącym każdej dyskusji na temat rozszerzonego odstraszania jest pytanie, czy gwarant bezpieczeństwa faktycznie byłby gotów wypełnić swoje zobowiązania wobec zagrożonego sojusznika w momencie próby. Historia zimnej wojny dowodzi, że dyskusje na ten temat odbywały się w NATO regularnie i prowadziły niekiedy do poważnych napięć, między innymi na linii RFN – USA. Francja generała de Gaulle’a sięgnęła natomiast po własne zdolności odstraszania nuklearnego, nie chcąc zawierzać swojego bezpieczeństwa Stanom Zjednoczonym, które mogłyby nie być skłonne do ryzykowania wymiany „Bostonu za Paryż”.
Asymetria stawki ryzyka, różna dla poszczególnych sojuszników w NATO, jest obecnie jeszcze mocniej widoczna niż w czasie zimnej wojny. W sytuacji możliwego ograniczenia zaangażowania wojskowego Ameryki niepewność sojuszników może pchnąć ich w kierunku rozważań nad pozyskaniem własnych zdolności nuklearnych, a to z kolei będzie przysparzać Amerykanom poważnego dylematu.
Konsekwencją oczekiwania przez Stany Zjednoczone większej samodzielności od sojuszników, poszukiwania bardziej partnerstwa strategicznego niż relacji quasi-feudalnej typu senior – wasal byłby relatywny spadek wpływów politycznych Waszyngtonu na postępowanie partnerów. Z tym procesem, jeśli będzie on faktycznie miał miejsce, związane jest zatem poważne napięcie, z którym elity w Waszyngtonie, przyzwyczajone do znacznego stopnia kontroli nad sojusznikami, będą musiały się zmierzyć.
Przed tymi spośród sojuszników Ameryki, którzy zdecydowaliby się na pozyskanie własnej broni jądrowej, otworzy się całe spektrum dylematów związanych z procesem dochodzenia do tego typu zdolności. Pytanie, czy elity i społeczeństwa tych państw są gotowe im sprostać i stawić czoła ewentualnym sankcjom i działaniom prewencyjnym, które miałyby na celu powstrzymanie tego typu wysiłków.
Koniec końców dyskusję na temat trwałości i przyszłości amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa dla państw NATO należy traktować jako część rozpoczętego już „egzaminu dojrzałości”, który obejmuje przede wszystkim państwa wschodniej flanki sojuszu. Nadchodzące lata mogą zweryfikować, czy kraje położone między Niemcami i Rosją to podmioty zdolne do obrony własnej niepodległości, czy twory „sezonowe”, zdolne do przetrwania tylko w warunkach dobrej pogody geopolitycznej. Częścią tego sprawdzianu jest poważna dyskusja na temat możliwości pozyskania własnych zdolności nuklearnych; debata bez tabu i histerii. Tym tematem w dziale „Debaty strategicznej” chcielibyśmy wnieść wkład do tej potrzebnej nam wszystkim
rozmowy.
