W niedzielę 27 września br. między godziną 6:00 a 7:00 rano doszło do kolejnej w tym roku eskalacji w konflikcie między Armenią i Azerbejdżanem. Tym razem do wzmożonych starć i walk doszło głównie na linii rozgraniczenia między Siłami Zbrojnymi Azerbejdżanu a siłami ormiańskimi, znajdującymi się na terytorium nieuznawanej na arenie międzynarodowej Republiki Górskiego Karabachu.

Jak informuje ormiańska strona, w godzinach rannych 27 września br. Górski Karabach, w tym największe miasto na jego obszarze – Stepanakert, został poddany ostrzałowi artyleryjsko-rakietowemu. Co ważne, Stepanakert w takiej skali po raz ostatni ostrzelano w czasie wojny w początkach lat 90. XX. Z kolei Azerbejdżan ogłosił, że to Ormianie od godz. 6:00 rozpoczęli ataki na azerbejdżańskie miejscowości i Baku musiał dokonać kontruderzenia.

W powodu coraz bardziej zaawansowanej wojny informacyjnej między Erywaniem a Baku, wiarygodnych informacji o eskalacji jest bardzo mało. Niemniej, wiadomo, że jej skala jest znaczna, o czym świadczą podawane przez strony liczby zabitych oraz zastosowanie m.in. artylerii ciężkiej, czołgów, rakiet, czy lotnictwa. Strony ogłosiły również mobilizację. Co istotne, jest to kolejna w tym roku eskalacja, gdyż w lipcu 2020 r. miały miejsce wzmożone starcia na północnej granicy Armenii i Azerbejdżanu.

W tym kontekście należy pamiętać, że konflikt ormiańsko-azerbejdżański cechuje się symetryczną wymianą ciosów. Dlatego też, w chwili zakończenia lipcowej eskalacji, która z punktu widzenia militarnego została zakwalifikowana na korzyść Ormian, dla ekspertów i obserwatorów stało się jasne, że Baku może szukać rewanżu. Oznaczającego nawet zajęcie kilka kilometrów terenu. Zwłaszcza, że Azerbejdżan czuje się stroną przegraną, która na mocy rozejmu z 1994 r. utraciła nie tylko Górski Karabach (zamieszkały w większości przez Ormian), ale i siedem rejonów, które oddzielają Armenię od Górskiego Karabachu. W związku z tym Baku stoi na stanowisku żelaznego przestrzegania zasady integralności terytorialnej oraz dąży do przejęcia kontrolowanych przez Ormian terytoriów. Ci z kolei, stoją na stanowisku pierwszeństwa zasady prawa narodów do samostanowienia.

W ostatnich miesiącach i tygodniach Azerbejdżan wysyłał sygnały, że toczący się prawie 30 lat proces pokojowy nie przynosi żadnych rezultatów, a Armenia nadal okupuje azerbejdżańskie terytorium. Fikcją okazały się również określone nadzieje części azerbejdżańskiej elity (ale i części zachodnich obserwatorów), że dojście do władzy N. Paszynjana i eliminacja tzw. klanu karabachskiego skłoni Erywań do ustępstw i porozumienia. Retoryka N. Paszynjana również stała się zdecydowana, np. poprzez powiedzenie, że „Karabach to Armenia”. Stąd też wiarygodna wydaje się teoria, że obecna eskalacja może być na korzyść Baku, gdyż może on wymusić intensyfikację rozmów w sprawie Karabachu, polepszyć swoją pozycję negocjacyjną, a także skonsolidować zmęczone kryzysem gospodarczym oraz COVID-19 społeczeństwo Azerbejdżanu. Zwłaszcza, że w przeciwieństwie do demokratyzującej się Armenii, system polityczny Azerbejdżanu cechuje się silnym autorytaryzmem oraz klanowością.

Warto zaznaczyć, że w tym roku obserwuje się wzrost skali manifestacji poparcia dla Azerbejdżanu ze strony Turcji. Tak było w czasie eskalacji lipcowej oraz tej z 27-28 września. Tym samym wzmacnia to nastroje wojenne w Azerbejdżanie. Co ciekawe, do zbrojnego incydentu granicznego na granicy Armenii i Azerbejdżanu doszło również przed rozmowami Putin-Erdogan w marcu 2020 r.

Obserwatorzy i eksperci są zgodni, że wzrost znaczenia siły i brak wznowienia rozmów oraz procesu pokojowego, niezależnie od skali wpływania poszczególnych mocarstw na Erywań i Baku, może doprowadzić do konfliktu o charakterze regionalnym. Zwłaszcza, że pojawią się również wiarygodne informacje o uczestnictwie po stronie Azerbejdżanu najemników muzułmańskich z Syrii.

dr Michał Sadłowski

 

 

 

 

W tym temacie polecamy również: