TERRORYZM W MOZAMBIKU. DLACZEGO ŚWIAT INTERESUJE SIĘ DOPIERO TERAZ?

Zapomniany Przylądek (Cabo Esquisito), jak nazywają Cabo Delgado miejscowi, rozgoryczeni porzuceniem przez rząd centralny, znalazł się w obiektywie mediów i ekspertów ds. międzynarodowych i terroryzmu. Stało się to za sprawą postępów poczynionych w ostatnich miesiącach przez dżihadystów i zdobycia miasta Palma na północy prowincji. Miasta istotnego dla przemysłu wydobycia gazu z szelfu kontynentalnego Mozambiku. Atak wstrzymał prace francuskiego koncernu Total przy budowie terminala do skraplania gazu.

Dżihadystyczna rebelia w Cabo Delgado, prowadzona przez ugrupowania noszące szereg nazw – Al-Szabaab, Ansar Al-Sunna czy Al-Sunna wa Jama’ah (Wyznawcy) – nie jest sprawą świeżą. W poprzednich numerach „Układu Sił” (19 i 24) dwukrotnie opisywałem sytuację w prowincji, która od 2014 roku przeszła przez fazę radykalizacji ideologicznej młodych ludzi, sporadycznych aktów terroru wymierzanych na ślepo w ludność cywilną i reprezentantów państwa, aż do dżihadystycznego powstania.

W międzyczasie ugrupowanie weszło w koalicję z działającą na pograniczu Kongo i Ugandy islamską organizacją terrorystyczną Sojusz Sił Demokratycznych (ADF) oraz ISIS w Somalii, mając w planach stworzenie wilajetu – prowincji Państwo Islamskie – Prowincji Afryki Środkowej. Współpraca nie była tylko efektem propagandy ISIS, które stara się wyglądać na większe i groźniejsze niż jest, ale miała także wymierny rezultat w postaci przerzucenia części sił ADF i skutecznego odparcia ataku rosyjskich najemników z grupy Wagnera. Dziwi tutaj zatem dość spóźniona reakcja USA, które dopiero w pierwszym kwartale tego roku uznały organizacje współtworzące wilajet za globalne organizacje terrorystyczne.

Zdolność terrorystów do kontrolowania terytorium nie jest też zaskoczeniem. Od 2017 roku atakowali Mocimboa da Praia, miasto leżące 80 km na południe od Palmy, a od sierpnia ubiegłego roku przejęli nad nim kontrolę i siłom rządowym wspieranym przez najemników nie udało się miasta odbić. Zagrożenie więc dla wielu koncernów wydobywczych, zarówno w zakresie paliw płynnych, ale także i kamieni szlachetnych, nie było nowością i rząd starał się zapewnić bezpieczeństwo ich pracownikom. Jak widać, nie w pełni się to udaje. Jednocześnie przez miejscowych krytykowany jest on za koncentrowanie się na bezpieczeństwie koncernów, a w mniejszym stopniu na ochronie mieszkańców zapomnianej prowincji.

Wojsko Mozambiku delikatnie mówiąc nie jest najlepiej uposażone, dysponując budżetem ok 250 milionów dolarów rocznie. Z tego powodu władze szukają wsparcia na zewnątrz. Przez długi czas namawiano do włączenia się sąsiednie państwa. Było to bezskuteczne, dopóki dżihadyści nie przekroczyli północnej granicy i nie zaatakowali Tanzanii. Jednak do deklarowanej pomocy jak widać nie doszło, skoro ponownie w obliczu kolejnego ataku Wspólnota Rozwoju Południowej Afryki obiecuje wsparcie w walce z islamistyczną rebelią. Coraz więcej sąsiadów Mozambiku zdaje sobie sprawę, że walki mogą rozlać się też na inne kraje.

Posiłkowano się też wsparciem najemników z rosyjskiej Grupy Wagnera, czy południowoafrykańską Dyck Advisory Group, która po skończonym kontrakcie właśnie przygotowuje się do opuszczenia kraju. W przypadku tej drugiej pojawiły się oskarżenia Amnesty International, że jej członkowie nie zadawali sobie trudu w rozróżnianiu pomiędzy ludnością cywilną a terrorystami i z helikopterów strzelali z karabinów maszynowych i rzucali ręczne granaty w tłum pod nimi. Biorąc pod uwagę narastający resentyment wobec władz centralnych, który staje się paliwem rebelii, opuszczenie przez DAG terenu działań może być nawet wskazane.

Co stoi za sukcesem terrorystów, którzy przybyli z salaficką misją do dość spokojnego kraju ponad siedem lat wcześniej? Terror, który początkowo wprowadzili, skierowany był wobec miejscowej ludności – publiczne egzekucje, zabijanie młodych, którzy nie chcieli wstąpić w ich szeregi. Później jednak zmienili strategię. Mając ugruntowaną już reputację bezwzględnych terrorystów zaczęli skupiać się na policji, przedstawicielach administracji, napadali i rabowali banki w miastach. Przechwytując jednak środki finansowe czy składy z żywnością pomocową ONZ, dzielili się tym z miejscową, popierającą ich ludnością. W ten sposób grają na kilku resentymentach: podziale prowincji na biedniejszych, wykluczonych muzułmanów i na chrześcijan z grupy etnicznej Makonde związanej z rządem; problemie największego w stosunku do innych prowincji ubóstwa pomimo najbogatszych zasobów naturalnych; przejęcia znacznej części ziem i zasobów przez korporacje międzynarodowe. To strategie zaobserwowane wśród innych organizacji terrorystycznych, czy to na Sahelu (rozgrywanie konfliktów etnicznych, kwestia podziału zasobów), czy w Syrii (wchodzenie w rolę dystrybutora dóbr pierwszej potrzeby).

Udzielenie pomocy wojskowej deklarują USA i Portugalia. Nowym elementem jest zainteresowanie problemem Francji, która mając doświadczenie z Sahelu zwraca uwagę na rzeczywiste ryzyko powstania różnych obszarów terytorialnych pod kontrolą terrorystów Państwa Islamskiego czy Al-Kaidy, a więc powtórką wariantu syryjskiego.

Biorąc to wszystko pod uwagę i z rzeczywistym zaniepokojeniem obserwując internacjonalizację konfliktu, należy jednak pamiętać, że narracja zagranicznych terrorystów jest bardzo wygodna dla władz Mozambiku, rządzonego przez partię Frelimo. Odsuwa uwagę od innych problemów, a mianowicie chciwości miejscowych notabli, którzy wzbogacili się będąc stroną kontraktów zawieranych z korporacjami na wydobycie różnych zasobów.

Jan Wójcik

 

 

 

 

W tym temacie polecamy również: