Cywilne początki i rewolucyjny zwrot
Początki irańskiego programu nuklearnego sięgają roku 1957, kiedy to ostatni szach Mohammad Reza Pahlawi rozpoczął współpracę ze Stanami Zjednoczonymi w ramach inicjatywy prezydenta Eisenhowera „Atomy dla pokoju” (ang. Atoms for Peace). Program oparty był na założeniach pokojowego wykorzystania energii nuklearnej. Na potwierdzenie takiego podejścia Iran, który wówczas nieco na wyrost aspirował do miana piątego mocarstwa światowego, został w 1968 roku sygnatariuszem układu o nierozprzestrzenianiu broni nuklearnej (NPT). W wymiarze praktycznym w latach 70. powstały tam plany budowy pierwszych reaktorów jądrowych.
Rewolucja islamska w 1979 roku przerwała rozwój programu, a gdy opadł kurz transformacji ustrojowej, Iran utknął w wyniszczającej wojnie z Irakiem. W takich okolicznościach powrócił temat energii nuklearnej. Już w tym okresie mogło to w pewnym wymiarze niepokoić Izrael, gdyż władze Islamskiej Republiki wyznawały politykę „antysyjonistyczną” i zakładały obronę uciemiężonych muzułmanów na całym świecie, co w oczywisty sposób można było odnieść do kwestii palestyńskiej.
W tym czasie Iran nie mógł już oczywiście liczyć na współpracę ze Stanami Zjednoczonymi, które w rewolucyjnej retoryce określane były już wtedy mianem „Wielki Szatan”. Stąd w drugiej połowie lat 80. nastąpiła zmiana strategicznych partnerów w irańskim projekcie. Islamska Republika wznowiła prace nad rodzimym atomem, tym razem przy wsparciu Pakistanu (od 1987) i Chin (od 1990). Szczególną rolę w tym czasie miał odegrać pakistański naukowiec Abdul Qadir Chan, który zaangażował się w potajemne dostarczanie wiedzy i technologii do Iranu, znacznie przyspieszając rozwój irańskiego programu nuklearnego.
Na początku lat 90. ubiegłego stulecia w światowych mediach zaczęły pojawiać się wokół Iranu pierwsze poważne kontrowersje. W 1992 roku został oskarżony o prowadzenie części programu w tajemnicy.
Tajne działania, presja i sankcje
W tamtym okresie Iran jako państwo niepokorne wobec dwubiegunowej zimnowojennej rzeczywistości wciąż nie miał dobrych notowań tak w Waszyngtonie, jak i w Moskwie. Gdy jednak sprawy globalne dotarły do punktu zwrotnego, którym był upadek ZSRR, doszło do zmiany spojrzenia na szereg problemów ówczesnego świata, również na nuklearyzację Iranu. Waszyngton zaczął wyrażać głębsze zaniepokojenie aktywnością irańską na polu nuklearyzacji, Moskwa natomiast powoli dryfowała w stronę współpracy z Iranem.
Na początku lat 90. ubiegłego stulecia w światowych mediach zaczęły pojawiać się wokół Iranu pierwsze poważne kontrowersje. W 1992 roku został po raz pierwszy oskarżony o prowadzenie części programu w tajemnicy, choć należy podkreślić, że inspektorzy MAEA nie stwierdzili wówczas żadnych nieprawidłowości. Już w tej fazie irańskiego projektu można było zauważyć niechęć do udziału w nim całego obozu Zachodu, a wręcz działania na rzecz jego trwałego zamrożenia.
W 1993 roku zakontraktowanych wcześniej prac przy budowie elektrowni jądrowej w mieście Buszehr odmówili Niemcy. Na ich miejsce w projekt zaangażowała się Federacja Rosyjska, która w 1995 roku podpisała umowę na dokończenie budowy. Pod koniec lat 90. Iran miał potajemnie uruchomić projekt AMAD, którego celem było opracowanie zdolności do produkcji broni jądrowej, w tym projektowanie głowic bojowych i integracja z pociskami balistycznymi.
Iranowi brakowało wówczas materiału rozszczepialnego, dowodów na tajne działania jednak wciąż nie było. Dopiero w 2002 roku opozycyjna irańska organizacja na uchodźstwie, związana z Mudżahedinami Ludowymi Narodowa Rada Irańskiego Oporu (NCRI), doniosła do MAEA o dwóch ukrywanych przez irańskie władze projektach prowadzonych na terenie tajnego ośrodka w Natanz oraz o zakładzie produkującym ciężką wodę w Araku. Inspekcje wykazały obecność wzbogaconego uranu, co podsyciło międzynarodowy niepokój. Dążący do załagodzenia sprawy Iran zgodził się wówczas na porozumienie z UE (tzw. deklaracja teherańska) i wstrzymanie wzbogacania uranu. Program nuklearny Iranu stał się jednak w percepcji Zachodu, a szczególnie Izraela, jednym z głównych zagrożeń dla bezpieczeństwa regionalnego, a dla Tel Awiwu nawet zagrożeniem egzystencjalnym.

„Komponentem izraelskich obaw było też prowadzenie przez Iran od 1998 programu testów pocisków balistycznych, które miały osiągnąć możliwości przenoszenia ładunków nuklearnych. Należy wspomnieć przy tym, że w tym okresie możliwym stało się złagodzenie nieprzyjaznych relacji amerykańsko-irańskich w obliczu kampanii amerykańskiej »przeciwko światowemu terroryzmowi« w Afganistanie” („War on Terror” G.W. Busha). Iran jawił się wówczas jako naturalny sojusznik Waszyngtonu w zwalczaniu talibów. Tymczasem nieprawidłowości i kontrowersje związane z programem nuklearnym były jedną z przyczyn włączenia Iranu do tzw. osi zła w 2003 roku i zaostrzenia amerykańskiej polityki wobec Teheranu.
Sytuacja dodatkowo skomplikowała się w 2005 roku, gdy MAEA uznała, że Iran nie stosuje się do postanowień protokołu dodatkowego do układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT). Tłumaczenia strony irańskiej nie przyniosły efektów, a wobec nieprzejednanej postawy MAEA i Zachodu rok później Iran w odwecie wznowił wzbogacanie uranu, co doprowadziło do przekazania sprawy do Rady Bezpieczeństwa ONZ. Mimo potępienia przez społeczność międzynarodową Teheran nadal nie zamierzał się ugiąć, a prezydent Mahmud Ahmadineżad w 2006 roku postanowił ogłosić Iran państwem nuklearnym.
Zaproponowane przez grupę P5+1 (USA, Rosja, Chiny, Wielka Brytania, Francja, Niemcy) pakiety zachęt, w tym dostęp do technologii jądrowej i stopniowe znoszenie sankcji, były konsekwentnie odrzucane lub ignorowane przez Iran. W rezultacie ONZ zaczęła nakładać kolejne sankcje, zamrażając aktywa, ograniczając eksport i współpracę bankową. Iran kontynuował rozwój programu i w 2007 roku poinformował o posiadaniu 3000 wirówek – liczby teoretycznie wystarczającej do stworzenia bomby atomowej w ciągu roku.
USA i Izrael coraz bardziej niepokoiły się potencjalnym wymiarem militarnym programu. W 2010 roku wirus Stuxnet – prawdopodobnie stworzony przez izraelski Mosad i amerykańską CIA – zaatakował infrastrukturę nuklearną w Buszehr i skutecznie spowolnił irańskie prace nad wzbogacaniem uranu. Był to początek cyberwojny, która stanowiła nową formę izraelskiego przeciwdziałania nuklearyzacji Iranu.

Porozumienia, upadek JCPOA i eskalacja konfliktu
Iran tymczasem po raz pierwszy zagroził zablokowaniem cieśniny Ormuz, co dodatkowo podgrzewało napięcia. Sankcje nałożone w latach 2011-2012, w tym embargo na irańską ropę, pogłębiły międzynarodową izolację Iranu. W tym samym czasie Izrael jawnie nawoływał do twardych działań wobec Teheranu, ówczesny (i obecny) premier Benjamin Netanjahu porównywał Iran do nazistowskich Niemiec i ostrzegał świat przed nowym Holokaustem.
Wobec nałożenia kolejnych sankcji w listopadzie 2011 roku strona irańska jednak trwała nieugięcie na stanowisku i rozpoczęła pod koniec grudnia manewry wojskowe, które miały zasygnalizować realny zamiar zablokowania cieśniny Ormuz w razie ataku. Amerykański sekretarz stanu Leon Panetta ogłosił 18 stycznia 2012 roku, że Stany Zjednoczone są gotowe do przeprowadzenia inwazji na Iran; w sukurs przyszedł mu premier Netanjahu, który powtórzył tę samą deklarację w imieniu Izraela.
Impas komunikacyjny między Iranem a MAEA i przede wszystkim Stanami Zjednoczonymi został przerwany w 2013 roku, wraz z wyborem Hassana Rouhaniego na prezydenta Islamskiej Republiki. Nowy, umiarkowany lider i w szczególności jego minister spraw zagranicznych Mohammad Dżawad Zarif dążyli do dialogu i ocieplenia wizerunku Iranu na arenie międzynarodowej. Dzięki przyjaznym okolicznościom, które stworzyła niewątpliwie obecność demokraty Baracka Obamy w Białym Domu, możliwy był również przełom w dyskursie nad irańskim programem nuklearnym.
Osobista relacja negocjatorów, Dżawada Zarifa i Johna Kerry’ego, doprowadziła do przełamania barier. Miesiące rozmów przyniosły ogłoszenie w 2015 roku wspólnego kompleksowego planu działań (JCPOA) pomiędzy Iranem i grupą P5+1, który nałożył ścisłe ograniczenia i nadzór na irańską działalność nuklearną. Teheran zgodził się ograniczyć program badawczy i poddać go ścisłym kontrolom MAEA w zamian za zniesienie sankcji. Reakcja Izraela była natychmiastowa: Benjamin Netanjahu określił porozumienie z Iranem mianem historycznego błędu. Od tego czasu władze Izraela prowadziły aktywną politykę lobbowania przeciwko JCPOA.
Niezależnie od zawieszenia broni sytuacja jest najbardziej newralgiczna od lat. Sprawa irańsko-izraelska jest nierozwiązana, a konflikt wciąż ma potencjał, by objąć cały region.
Irański sen o powrocie do systemu światowej gospodarki i intratnych kontraktach z firmami europejskimi nie trwał długo. W sukurs żądaniom Izraela przyszedł Donald Trump, który już w okresie kampanii prezydenckiej uznał porozumienie z Iranem za „okropny układ”, a wyprowadzenie Stanów Zjednoczonych z JCPOA za swój priorytet, czym zyskiwał aprobatę zarówno wśród lobbujących na rzecz Izraela polityków, jak i niemal całej amerykańskiej społeczności żydowskiej i proizraelskiej. Ta deklaracja z pewnością przyczyniła się do zwycięstwa Trumpa w wyborach. W 2018 roku jednostronnie wycofał USA z porozumienia i przywrócił sankcje. JCPOA, choć formalnie były w nim wciąż pozostałe strony, faktycznie było już „martwe”. W konsekwencji Iran również zaczął stopniowo odchodzić od zobowiązań, a to ponownie zwiększyło obawy Izraela. W tym okresie nastąpiła intensyfikacja działań wywiadowczych i sabotażowych – Izraelowi przypisywano m.in. zabójstwa irańskich naukowców jądrowych (śmierć Mohsena Fakhrizadeha w 2020 roku) oraz kolejne ataki cybernetyczne.
Przez całe lata, także obecnie, Iran utrzymuje, że jego program nuklearny ma charakter wyłącznie pokojowy, a rozwój technologii nuklearnej to suwerenne prawo narodu irańskiego, które nie powinno być przez nikogo kwestionowane. „Nuclear Energy for All, Nuclear Weapons for None” – to hasło, które w ubiegłej dekadzie miało propagować pokojowy charakter irańskiego programu, zaangażowanie na rzecz pokoju i rozbrojenia, a także rozwiewać wątpliwości w środowisku międzynarodowym. Podobnie nieugięte jest stanowisko strony izraelskiej, podkreślającej, że wszelkimi możliwymi środkami nie dopuści do powstania irańskiej broni nuklearnej.
Iran odgrywał kluczową rolę sojusznika Hamasu i Palestyńczyków we wszczętej w 2023 roku wojnie Izraela z tym ugrupowaniem, wspierał też libański Hezbollah oraz Ansarullah, który włączył się do wojny z Izraelem, atakując okręty na Morzu Czerwonym. Izrael zdusił swych nieprzyjaciół i doprowadził też w 2024 roku do obalenia w Syrii proirańskiego Baszszara Assada. W ten sposób Iran stracił lądowy „most” do Izraela, prowadzący przez kontrolowane przez sojuszników terytoria, co stworzyło korzystniejsze warunki do ataku na Iran z powietrza.
Dodatkowo Teheran nie zamierzał też ugiąć się przed żądaniami zaprzestania wzbogacania uranu ze strony Donalda Trumpa. Brak zaufania Zachodu, szczególnie Izraela i USA, doprowadził ostatecznie do szerszej konfrontacji zbrojnej, którą rozpoczął Izrael 13 czerwca 2025 roku. Operacja „Wschodzący lew” była serią ataków lotniczych na irańskie zakłady wzbogacania uranu, irańskich naukowców i przywództwo wojskowe w Teheranie. Oficjalnym celem było powstrzymanie szybkiego postępu Iranu w kierunku pozyskania broni jądrowej. Ataki miały bezprecedensową skalę, lecz odwetowe ataki irańskie z użyciem rakiet balistycznych, również hipersonicznych i dronów, zasiały zniszczenie także w Izraelu. Początkowo izraelskie działania prowadzone były bez udziału Stanów Zjednoczonych, jednak decyzją Donalda Trumpa w nocy z 21 na 22 czerwca doszło do (prawdopodobnie kontrolowanego) amerykańskiego nalotu na ośrodki w Natanz i Fordow. Iran odpowiedział atakiem na amerykańską bazę w Katarze.
Tego dnia świat stanął na krawędzi globalnego konfliktu. Niezależnie od zawieszenia broni sytuacja jest najbardziej newralgiczna od lat. Sprawa irańsko-izraelska jest nierozwiązana, a konflikt wciąż ma potencjał, by objąć cały region.
