Czerwcowa wojna Izraela z Iranem była zarazem przewidywalna i zaskakująca. Przewidywalna, ponieważ obie strony od lat przygotowywały się na ten moment, opracowując scenariusze, wyznaczając czerwone linie i uzasadniając kolejne decyzje. Zaskakująca, bo kiedy już do niej doszło, tempo i skala odwetu przekroczyły oczekiwania większości obserwatorów. W ciągu kilku dni region, który przez lata trwał w stanie przewlekłej, choć kontrolowanej konfrontacji, znalazł się w pełnoskalowej wojnie. Izraelska operacja „Wschodzący Lew”, rozpoczęta 13 czerwca, okazała się nie tylko kolejną odsłoną rywalizacji, ale momentem, w którym strategia powstrzymywania została porzucona na rzecz rozwiązania siłowego.
Jak pisze Jakub Gajda w artykule „Długa wojna o atom”, w izraelskiej doktrynie irański program nuklearny zajmuje miejsce szczególne. Nie jest to tylko kwestia równowagi sił czy przewagi strategicznej, lecz także wyzwanie dla samej tożsamości państwa, zbudowanego na przekonaniu, że nigdy więcej nie da się zaskoczyć. W ostatnich miesiącach w Tel Awiwie dojrzewało przekonanie, że dalsze rozmowy nie przynoszą efektu i że każda zwłoka działa na korzyść Teheranu. Czerwcowe uderzenia były konsekwencją tej diagnozy.
Izraelskie lotnictwo rozpoczęło serię precyzyjnych ataków na irańskie instalacje nuklearne, eliminując także kluczowych naukowców i dowódców wojskowych. Uderzenia miały nie tylko zniszczyć infrastrukturę, ale także podważyć morale przeciwnika. Teheran odpowiedział zdecydowanie: rakiety balistyczne i drony uderzyły w izraelskie miasta i strategiczne obiekty, demonstrując, że Iran jest gotów ponieść wysokie koszty.
Konflikt w krótkim czasie rozlał się szerzej, wciągając Stany Zjednoczone, które kilka dni później przeprowadziły własne ataki na irańskie ośrodki. Dla świata, który od ponad dwóch lat obserwuje brutalną wojnę w Ukrainie i przekonał się, jak szybko lokalne napięcia mogą wymknąć się spod kontroli, izraelsko–irańska wymiana ognia była kolejnym przypomnieniem, że historia wcale się nie skończyła.
Jednakże Robert Czulda w tekście „Od sojuszników do śmiertelnych wrogów” przypomina, że obecna wrogość nie była przesądzona. Jeszcze w latach 60. i 70. Iran i Izrael łączył nieformalny, lecz istotny sojusz, oparty na pragmatycznych kalkulacjach. Izraelski Mosad szkolił irańskie służby, Teheran dostarczał Jerozolimie ropę, a obie stolice widziały w sobie partnerów w obliczu wrogiego arabskiego otoczenia.
Dopiero rewolucja islamska z 1979 roku odwróciła ten układ. Iran i Izrael stały się zaciekłymi przeciwnikami, a nowa ideologia Teheranu wniosła do sporu element religijnej wrogości, który nadał konfliktowi trwały, ideologiczny wymiar. Zrozumienie tych więzi — i ich zerwania — pozwala lepiej pojąć współczesny spór, który jest wynikiem zarówno kalkulacji strategicznych, jak i długo narastającej nieufności.
W tym numerze „Układu Sił” przyglądamy się zarówno samej wojnie, jak i jej długiej genezie. Od „Atomy dla pokoju” szacha, przez tajne programy, sabotaże, cyberataki i zabójstwa naukowców, po czerwcowe bombardowania i odwetowe salwy Iranu.
Konflikt trudno sprowadzić do prostych kategorii. Po stronie Iranu stoją dekady izolacji i sankcji, i przekonanie, że atom to jedyna gwarancja przetrwania. Po stronie Izraela przeświadczenie, że żadne koszty nie są zbyt wysokie, by chronić państwo przed zagładą. Te dwie logiki są głęboko zakorzenione, trudne do pogodzenia i jeszcze trudniejsze do unieważnienia.
W wydaniu papierowym analizujemy kluczowe wątki tej historii i ich konsekwencje dla równowagi sił w regionie i poza nim. Na naszej stronie internetowej dostępne są dodatkowe materiały poświęcone polityce Stanów Zjednoczonych wobec konfliktu, percepcji wojny w Iranie i Izraelu oraz temu, dlaczego Teheran wciąż traktuje swój program nuklearny jako fundament swojej pozycji i godności, podczas gdy Izrael pozostaje zdeterminowany, by mu się przeciwstawić. Wśród autorów i komentatorów znaleźli się m.in. Marcin Krzyżanowski, były konsul RP w Kabulu i wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego; Yigal Carmon, były izraelski oficer wywiadu i doradca ds. antyterroryzmu premierów Szamira i Rabina; Barbara Slavin, ekspertka Stimson Center i wykładowczyni na Uniwersytecie George’a Washingtona; Shahram Akbarzadeh, irański profesor polityki Bliskiego Wschodu na Deakin University w Australii; oraz Tomasz Rydelek, analityk i publicysta specjalizujący się w sprawach Bliskiego Wschodu.
Czerwiec 2025 roku potwierdził, że instalacje można zniszczyć, ale wiedzy, determinacji i politycznych ambicji już nie tak łatwo się pozbyć.
