ROSJA NIE WSPIERA ARMENII W GÓRSKIM KARABACHU

Starcia Azerbejdżanu i Armenii trwają już ponad tydzień i wiadomo, że zginęło co najmniej kilkaset osób po obu stronach. Nic nie wskazuje też na to by miały się szybko zakończyć. Działania wojenne nie ograniczają się przy tym do terytorium Górskiego Karabachu. Obie strony prezentują mało wiarygodne dane dotyczące strat przeciwnika i oskarżają się nawzajem o ostrzeliwanie obiektów cywilnych. Nie oznacza to jednak, że obie strony ponoszą taką samą odpowiedzialność za rozlew krwi. To samo dotyczy wiarygodności.

Nie ulega bowiem wątpliwości, że to Azerbejdżan rozpoczął działania zbrojne i to od niego zależy ich zakończenie. Przy czym twierdzenie Azerbejdżanu, że gotów jest to zrobić jeśli Ormianie wycofają się z Górskiego Karabachu jest absurdalne i z całą pewnością nie zmierza do deeskalacji. Żadna propozycja zakładająca, że Górski Karabach wróci pod administrację Azerbejdżanu, a jego mieszkańcy nie będą mogli zadecydować o swoim statusie, w tym niepodległości lub zjednoczeniu z Armenią, nie może być nazwana kompromisem. To próba rzucenia na kolana Ormian, którzy zrobią wszystko by do tego nie dopuścić. Pamięć o ludobójstwie w 1915, w Szuszy w 1920, czy w  Maraga w 1992, pogromach w Baku na początku tej wojny, a także próbach wynaradawiania przez dekady jeszcze w okresie sowieckim, jest świeża, a prawdopodobieństwo nowych prześladowań ogromne.

Jedynym rozsądnym kompromisem jest uznanie przez Azerbejdżan prawa ludności Górskiego Karabachu do determinacji swojej przyszłości, w zamian za jednoczesne (a nie wcześniejsze) zwrócenie ziem, które przed 1991 r. nie należały do Górskiego Karabachu, z wyjątkiem tych, które zapewniają połączenie Armenii z Górskim Karabachem. Stalinowska geografia musi zostać usunięta z mapy. Zgodnie z zasadą „dziel i rządź” stworzył on w całym ZSRR system enklaw, które miały rodzić konflikty w razie rozpadu ZSRR. Dlatego Górski Karabach został podarowany Azerbejdżańskiej SRR, a zarówno na terenie Azerbejdżańskiej SRR jak i Armeńskiej SRR potworzono również inne niewielkie enklawki zamieszkane odpowiednio przez Ormian i Azerbejdżan. Ich istnienie nie ma żadnego sensu, zwłaszcza, że od 30 lat nie zamieszkuje już ich ta ludność, która mieszkała tam za ZSRR.

Azerbejdżan jest też stroną zdecydowanie mniej wiarygodną. Twierdził bowiem, że to Ormianie zaczęli działania zbrojne, choć nie ulega wątpliwości, że były one starannie przygotowane przez Azerbejdżan we współpracy z Turcją. Azerbejdżan zaprzeczał też, że po jego stronie walczą dżihadyści sprowadzeni przez Turcję z Syrii ale i to zostało już potwierdzone. Zarówno Turcja jak i Azerbejdżan zaprzeczają też, że w walkach biorą udział tureccy doradcy wojskowi ale na jednym ze zdjęć z ostrzelanej przez Ormian Gandzi Azerowie sami przez nieuwagę ujawnili obecność tureckiego personelu wojskowego. Oczywiście zdjęcie zostało niezwłocznie usunięte.

Rosjanie pokazali natomiast, że nie zamierzają wspierać Armenii, lecz chcą odgrywać rolę mediatora, gdyż tylko tak mogą nie tylko utrzymać ale wręcz utrwalić swoje wpływy na południowym Kaukazie. Dlatego dla Rosji idealnym rozwiązaniem byłoby przywrócenie władzy Azerbejdżanu nad terenami wokół Górskiego Karabachu, czyli zerwanie połączenia z Armenią i przywrócenie połączenia z Baku. Górski Karabach kontrolowałyby zaś rosyjskie „siły pokojowe”. Azerbejdżan mógłby odtrąbić sukces, a mieszkający tam Ormianie byliby zakładnikami lojalności Erywania wobec Moskwy. Dlatego też Ormianie zdecydowanie taką opcje odrzucają i o ile nie zostaną do tego zmuszeni swoją sytuacją na froncie to się na to nie zgodzą.

Witold Repetowicz

 

 

 

 

W tym temacie polecamy również: