Mamy w Polsce tendencję do postrzegania Francji w sposób skrajny. Wielu odbiera ją zgodnie z cytatem przypisywanym Stefanowi Kisielewskiemu, jako „starą k***, która zawsze nas zdradzała”. Prezydent Emmanuel Macron jest przedstawiany jako ten, który wydzwaniał do Putina zaraz po napaści Rosji na Ukrainę. Francja natomiast jako państwo upadłe, pozbawione wartości moralnych i chwiejące się pod naporem islamskich imigrantów. Dla drugiej strony debaty jest ona wzorem, co wyraża nawet nasz narodowy hymn. To kolebka zasady suwerenności ludu, idei Oświecenia i nasz wierny sojusznik w obliczu niepewnej postawy Stanów Zjednoczonych, szczególnie pod rządami „autorytarnego” Trumpa.
Żaden z tych obrazów nie jest prawdziwy. Chcąc zbliżyć się do rzeczywistości musimy postrzegać relacje międzynarodowe w sposób bardziej zniuansowany. Francja jest przede wszystkim Francją – ze swoimi interesami, dążeniami i problemami. Rozpoznanie ich pozwoli na pogłębienie pragmatycznej współpracy. Jej przykładem jest budowanie przez Paryż i Warszawę wspólnego frontu przeciwko umowie Mercosur oraz w obronie energetyki atomowej na poziomie Unii Europejskiej. W obu tych przypadkach były to działania sprzeciwiające się polityce Niemiec, co pokazuje, że Polska i Francja mogą stanowić znaczącą przeciwwagę dla największego państwa w UE.
Francja tradycyjnie dąży do autonomii strategicznej, nie tylko samodzielnie, ale także na poziomie unijnym. Zbigniew Brzeziński w „Wielkiej Szachownicy” nazwał to dążenie „obsesyjnym”. Dla Polski stwarza ono pewne ryzyko, siłą rzeczy zakłada bowiem także osłabienie obecności amerykańskiej w Europie. Z drugiej strony może być wykorzystane jako argument na rzecz zwiększenia francuskiego zaangażowania w Europie Środkowo-Wschodniej: jeżeli Paryż chce odgrywać większą rolę, to niech wykaże gotowość do gwarantowania bezpieczeństwa.
Ponadto Francja ze swoim przemysłem i technologiami, zarówno w dziedzinie energetyki, jak i obronności, zwiększa polskie pole manewru przy dużych inwestycjach. Stanowi bowiem konkurencję dla oferty amerykańskiej i południowokoreańskiej. A Polska w najbliższych latach planuje przeznaczyć na te dwa obszary duże pieniądze.
Wreszcie, Francja posiada siły nuklearne, co demonstruje szczególnie pod rządami Emmanuela Macrona. Prezydent niedawno zasugerował objęcie sojuszników francuskim parasolem, a nawet rozmieszczenie broni atomowej w innych państwach europejskich. Rodzi to oczywiście klasyczne obawy; parafrazując Charlesa de Gaulle’a: czy Francja poświęciłaby Paryż za Warszawę? Poza tym Francja nie posiada tzw. taktycznej broni jądrowej, nie mogłaby więc odpowiedzieć symetrycznie w przypadku użycia jej przez Rosję. Jest to jednak sygnał pozytywny i wątpliwości te muszą być rozważane nie tylko w Polsce, ale również w Moskwie. Bo chociaż to niezwykle mało prawdopodobne, co by się wydarzyło, gdyby jednak poświęciła?
Wojownicze podejście Macrona do Rosji nie wyraża jednak w pełni stosunku Francuzów do tego kraju. Nie jest on i nigdy nie był jednolite. Francja, pomimo retoryki swojego prezydenta, wciąż jest największym obiorcą rosyjskiego LNG w Unii Europejskiej. Nad Sekwaną istnieje prorosyjski sentyment. O jego historycznych źródłach oraz obecnej sile pisze Aurélien Duchêne. Jak przekonuje, to Francja zawsze była zdradzana… przez Rosję! Z kolei o jej relacjach z Europą Środkowo-Wschodnią piszą Arthur Kenigsberg oraz Romain Le Quiniou. Warto nadmienić, że ten pierwszy napisał książkę (jeszcze nie przetłumaczoną na polski) „Europa Wschodnia nie istnieje”; Kenigsberg uważa bowiem, że ten termin został wymyślony przez Józefa Stalina.
Autorzy artykułu przekonują, że Francja w swojej najnowszej historii popełniła szereg błędów względem naszego regionu. Jednym z podstawowych było lekceważenie. Szczególnie wyraźnie okazał je prezydent Jacques Chirac, który wypowiedział niesławne słowa pod adresem Polaków: „Stracili okazję, by siedzieć chicho”. Kenigsberg i Le Quiniou przedstawiają plan naprawczy – wskazują, co Paryż powinien zrobić, by zdobyć zaufanie narodów naszej części Europy. Zauważają także, że obecnie istnieje we Francji wola, żeby to zrobić.
Pytanie tylko, jak długo to okno możliwości pozostanie otwarte. V Republika Francuska staje się coraz bardziej niesterowalna. Duża popularność skrajnie przeciwstawnych sobie sił sprawia, że państwu trudno jest obrać stały kurs. O meandrach aktualnej francuskiej polityki pisze Kacper Kita. Znajomość tych zagadnień jest ważna szczególnie w kontekście roku 2027, gdy Emmanuel Macron odda władzę. Nie należy wykluczać, że Francuzi wybiorą na jego miejsce kogoś, kto będzie miał zupełnie inne podejście do Polski i do Rosji.
