AfD początkowo pozostawała w głównym nurcie debaty o odpowiedzialności za zbrodnie nazistowskie i konsekwentnie unikała działań, które mogłyby budzić skojarzenia z III Rzeszą. W istocie dystansowanie się od wszelkich przejawów rewizjonizmu stanowiło warunek przetrwania partii bardziej prawicowej niż chadeckie CDU/CSU, jakiej w Niemczech miało już nigdy nie być. Pierwsze wątki rewizjonistyczne w AfD pojawiły się około 2015–2016 roku, gdy partia zaczęła przekształcać się z eurosceptycznego ruchu w ugrupowanie o bardziej tożsamościowym charakterze pod wpływem kryzysu migracyjnego w Europie. Dopiero w 2018 roku wiceszef AfD, Alexander Gauland, publicznie stwierdził, że Hitler i naziści byli tylko drobnym epizodem w tysiącletniej historii Niemiec, wywołując tym medialny skandal.
Obecnie narracja AfD przesunęła się w stronę nowej polityki historycznej, przedstawianej jako racjonalna odpowiedź na tzw. „kult winy”. Partia dąży do „uwolnienia” Niemiec od wiecznego poczucia zbiorowej odpowiedzialności za zbrodnie nazistowskie i do redefinicji własnej tożsamości historycznej. Polityka pamięci ma przede wszystkim skupiać się na przedstawianiu Niemiec jako ofiar wojny, zamiast pełnić jedynie rolę drugorzędną, jak sugerowały początkowe strategie partii. Podobne tendencje można dostrzec u innych ugrupowań, lecz różnica polega na tym, że AfD uwypukla cierpienie Niemców wypędzonych i opłakując ofiary w rocznice takie jak bombardowanie Drezna, jednocześnie pomija upamiętnienie wydarzeń, na przykład 80. rocznicy wyzwolenia niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego w Auschwitz. To celowe przesunięcie akcentów i strategia, która prowadzi już do kolejnych kroków, w tym coraz częstszych odwołań do dawnego kształtu Niemiec oraz nostalgii za ziemiami utraconymi na rzecz Polski.

Maximilian Krah, znany z przesuwania okna Overtona w AfD, opublikował mapę pokazującą zmniejszenie zasięgu niemieckiego obszaru językowego po I i II wojnie światowej, zwłaszcza w Europie Środkowo-Wschodniej, do której dodał komentarz: „Zniszczenie regionów niemieckojęzycznych, zwłaszcza w Europie Wschodniej, to katastrofa kulturowa. Przesunięcie regionalne na Zachód zmieniło naszą kulturę – moim zdaniem, ją zubożyło. Powinniśmy na nowo odkryć utracone tradycje i spróbować się z nimi połączyć!”.
Krah, obecnie poseł AfD w Bundestagu, zdobył dużą popularność w social mediach, co sprawiło, że uchodzi wręcz za ideologa partii. Tuż przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, gdzie był głównym kandydatem AfD, stał się bohaterem skandalu, gdy w wywiadzie dla włoskiej gazety La Repubblica stwierdził, że nie wszyscy członkowie SS byli przestępcami wojennymi. Powiedział: „Nigdy nie powiedziałbym, że każdy, kto nosił mundur SS, był automatycznie przestępcą”. Na pytanie, czy członkowie SS byli zbrodniarzami wojennymi, dodał: „Na pewno był tam duży odsetek przestępców, ale nie wszyscy nimi byli”. W konsekwencji został usunięty z frakcji i „przeniesiony na ławkę rezerwową”.
Po roku Krah wrócił do głównego składu, a jego publikacje odwołujące się do dawnych regionów niemieckojęzycznych na obecnym terytorium Polski budzą niepokój. Pokazują one, że partia nie zamierza rezygnować z instrumentalizowania historii w celu mobilizowania kolejnych grup elektoratu. Publikowanie podobnych materiałów, nawet w innym kontekście, to badanie gruntu i przesuwanie granic; w kolejnych miesiącach może dojść do przełamania kolejnego tabu.
AfD jest znana z podważania „politycznej poprawności” i dominujących narracji poprzez reinterpretację historii (np. odwrócenie roli ofiar i sprawców w II wojnie światowej). Stara się kreować wrażenie, że mainstreamowe media i partie marginalizują niemiecką perspektywę, co pozwala partii pozycjonować się jako „głos prawdy” i alternatywa dla establishmentu. Wpisy Kraha wpisują się w tę strategię, pokazując, że partia nadal eksperymentuje z przesuwaniem granic debaty i testowaniem reakcji opinii publicznej.

W kontekście współczesnych tendencji w niemieckiej skrajnej prawicy uwagę zwraca także aktywność byłego działacza AfD, Dubravko Mandica, który w mediach społecznościowych odwołał się do historycznych map granic II Rzeszy. Mandic argumentuje, że błąd Niemiec przed I wojną światową polegał na braku konstytucyjnego zakazu odstępowania terytoriów, przywołując w tym kontekście przykład konstytucji Ukrainy, która zawiera zakaz rezygnacji z części terytorium. W jego narracji sugeruje się, że gdyby podobny zapis funkcjonował w czasach Bismarcka, Niemcy mogłyby uniknąć konsekwencji traktatu wersalskiego i mogliby nadal śpiewać „Von der Maas bis an die Memel!” (hasło o imperialnym zabarwieniu oznaczające obszar od Mozeli w zachodnich Niemczech po rzekę Memel na Litwie).
Takie wypowiedzi wskazują, że w radykalnych kręgach związanych z AfD utrwala się nostalgia za imperialną przeszłością oraz rewizjonizm terytorialny. Mandic, jako prawnik i obrońca m.in. Daniela Halemby, nadal pozostaje powiązany z partią poprzez reprezentowanie jej najbardziej radykalnych członków. Halemba, urodzony w Polsce bawarski poseł AfD, został w maju 2024 roku oskarżony przez prokuraturę w Würzburgu o używanie symboli organizacji zakazanych, w tym o powieszenie w swoim pokoju plakatu z rozkazem programu Lebensborn, podpisanym przez Heinricha Himmlera.
Równocześnie Mandic zakpił z Ukrainy przed rozmowami Trumpa z Putinem. Warto w tym kontekście zauważyć, że dyskusje o ewentualnych ustępstwach terytorialnych wobec Rosji mogą być interpretowane w kategoriach atrakcyjności strategii stopniowego zwiększania wpływów, od sfery języka i kultury po kwestie terytorialne. Dla niemieckiej skrajnej prawicy może to stanowić punkt odniesienia do refleksji nad kwestiami granic.


