ROSJA WYGRAŁA POŁUDNIOWY KAUKAZ

Po 44 dniach krwawa wojna między Armenią a Azerbejdżanem o Górski Karabach zakończyła się zdecydowanym zwycięstwem Rosji, która odzyskała pełną kontrolę nad sytuacją na południowym Kaukazie i umocniła swoją pozycję „arbitra”. Po rewolucji 2018 r. w Armenii zaczęły narastać głosy sceptyczne wobec Rosji i sugerujące wręcz usunięcie rosyjskiej bazy z Gyumri oraz zbalansowanie relacji z Rosją rozwojem współpracy z Europą i USA. Dziś wydaje się to już niemożliwe. Jednocześnie Rosja utrzymała narzędzia nacisku na Azerbejdżan.

Po podpisaniu rozejmu w Azerbejdżanie wybuchła euforia a Armenia pogrążyła się w rozpaczy i wzajemnych oskarżeniach. Problem w tym, że po obu stronach reakcje te są znacznie przesadzone. Azerbejdżan wygrał tę wojnę tylko pozornie. Odzyskał wprawdzie ok. 70 % terenów kontrolowanych od 1993 r. przez Republikę Arcachu ale zapłacił za to bardzo wysoką cenę. W walkach zginęło bowiem kilka tysięcy żołnierzy azerbejdżańskich, nie mówiąc już o setkach milionów dolarów wydanych na drony czy rakiety. Tymczasem większość zdobyczy terytorialnych Azerbejdżan mógł osiągnąć drogą negocjacji z Armenią. Arcach był bowiem gotów zwrócić Azerbejdżanowi większość terenów nie należących przed 1991 r. do Obwodu Autonomicznego Górskiego Karabachu w zamian za uznanie prawa ludności Republiki Arcachu do samostanowienia. Faktem jest, że Azerbejdżan nadal nie uznaje niepodległości Arcachu ale nie zmienia to tego, że prezydent tego kraju Ilham Alijew de facto zgodził się na utratę tych terenów, a jeszcze kilka dni przed rozejmem mówił, że jest gotów dać Ormianom jedynie „samorząd kulturalny”. To, że faktycznie traci te tereny na rzecz Rosji, a nie Armenii nie ma z perspektywy Azerbejdżanu większego znaczenia i dlatego gdy Azerowie zrozumieją, że rozejm nie daje im kontroli nad całym Górskim Karabachem zaczną rozliczać Alijewa i jego skorumpowany reżim. Ponadto obecnie Alijew będzie miał znacznie większy problem z odwracaniem uwagi od problemów wewnętrznych tj. swojej tyranii i korupcji. Zajęcie Szuszi jest oczywiście sporym sukcesem ale może to na dłuższą metę nie uratować Alijewa, zwłaszcza, że nie można wykluczyć, iż w mieście tym też będą stacjonować Rosjanie (mówi się, że ma być tam baza rosyjska).

Wojna z Armenią spowodowała również bardzo silne uzależnienie Azerbejdżanu od Turcji, zwłaszcza, że niedawno doszło do czystek w azerbejdżańskich elitach władzy i wzrosła rola osób ściśle związanych z Ankarą. Uzależnienie Azerbejdżanu od Turcji jest zresztą bardzo mocno widoczne i może się już wkrótce okazać kłopotliwe dla Alijewa jeśli Erdogan uzna, że należy go zastąpić kimś wierniejszym i mniej niezależnym. Dla Turcji wynik tej wojny jest jednak niejednoznaczny. Uzależnienie od siebie Azerbejdżanu oraz stworzenie korytarza łączącego Turcję i Nachiczewan z Azerbejdżanem niewątpliwie jest korzystne dla interesów Ankary. Z drugiej jednak strony została ona zmuszona do uznania hegemonii rosyjskiej. Rola Turcji w „misji pokojowej” ograniczona zostanie do udziału w pracach rosyjsko-tureckiego centrum operacyjnego z siedzibą w Azerbejdżanie. Turcy zatem nie pojawią się na terenach kontrolowanych przez Ormian również w charakterze wspólnych patroli rosyjsko-tureckich. Fakt, że Turcja nie była stroną porozumienia w sprawie rozejmu było również pokazaniem jej przez Kreml miejsca w szeregu. Tymczasem z perspektywy Rosji taki format kontroli nad konfliktem jest znacznie wygodniejszy niż wcześniejszy, który się opierał na Grupie Mińskiej OBWE. Rosja kierowała jej pracami razem z Francją i USA, które mogły potencjalnie uzyskać coraz większy wpływ w Armenii. Turcja tymczasem nigdy nie zyska żadnych wpływów w Armenii.

Wiele wskazuje na to, że w ostatniej chwili po stronie azerskiej podjęto desperacką próbę niedopuszczenia do rozejmu i kontynuowania ofensywy w celu siłowego przejęcia kontroli nad całym Górskim Karabachem. Tylko tak można bowiem wyjaśnić zestrzelenie rosyjskiego helikoptera w chwili gdy porozumienie w sprawie rozejmu było już pewne. Rosjanie przy tym skutecznie zaszantażowali obie strony. Armenia musiała się zgodzić na podpisanie porozumienia bo inaczej Rosjanie pozwoliliby Azerbejdżanowi zająć cały Górski Karabach, natomiast Turcja i Azerbejdżan nie były po prostu gotowe na konfrontację militarną z Rosją, której wojska już zmierzały do Stepanakertu.

Warto przy tym wyjaśnić pewne nieporozumienie. Formalnie rzecz biorąc Rosja bynajmniej nie skompromitowała się jako nielojalny sojusznik, gdyż nie miała zobowiązań wobec Arcachu. Wręcz przeciwnie, to Ormianie odrzucali plan Ławrowa, który zakładał obsadzenie Górskiego Karabachu rosyjskimi „mirotworcami”. Dlatego całkowitym nieporozumieniem jest również sugestia, że Rosjanie nie chcieli wysłać do Górskiego Karabachu swoich wojsk, jak również, że problemem był brak zgody Azerbejdżanu. Ta zgoda była już przed rozpoczęciem działań wojennych, a ostatecznie Azerbejdżan nie zrobił nic by się takiemu rozwiązaniu przeciwstawić mimo że teoretycznie wygrywał wojnę. Wiele zresztą wskazuje na to (i takie opinie są dość powszechne wśród krytyków podpisanego rozejmu), że Rosja nie tylko nie pomogła Armenii ale poprzez swoich agentów torpedowała armeńską obronę w Arcachu. Zajęcie Szuszi poprzedzone było bowiem przepuszczeniem dużej kolumny azerbejdżańskiego wojska do wioski Karintak i wiele osób zadaje sobie pytanie dlaczego nie została ona zaatakowana przez wojsko ormiańskie. Tymczasem upadek Szuszi był sygnałem do przyciśnięcia armeńskiego premiera Nikola Paszyniana do muru przez prorosyjską opozycję. Paszynian stał się obecnie kozłem ofiarnym. Siły prorosyjskie oskarżają go o osłabienie relacji z Rosją i doprowadzenie do katastrofy. Według tej narracji gdyby Paszynian nie „zraził” sobie Rosji to nie dopuściłaby ona do tej wojny, natomiast rozwój relacji z Zachodem był pozbawiony sensu bo gdy Armenia potrzebowała pomocy to Zachód nie zrobił nic. Z drugiej strony głowy Paszyniana chcą też siły antyrosyjskie, które uważają, że podpisane porozumienie było aktem kapitulacji wobec Rosji i Turcji. Według tej narracji doszło do nowego układu rosyjsko-tureckiego dzielącego południowy Kaukaz.

Podsumowując, jeszcze kilka miesięcy temu wpływy rosyjskie na południowym Kaukazie się chwiały. Armenia starała się dywersyfikować swoje relacje zagraniczne rozwijając stosunki z Zachodem, Ormianie stawali się coraz bardziej antyrosyjscy, a w Azerbejdżanie umacniały się wpływy tureckie. Zmiana władzy w USA mogła jeszcze bardziej osłabić wpływy Rosji na południowym Kaukazie, gdyż administracja Bidena będzie zapewne znacznie bardziej asertywna wobec Turcji. To mogłoby nawet doprowadzić do uznania Arcachu przez USA i wyrzucenia Rosjan z Armenii oraz zastąpienia ich bazy bazą amerykańską. Dlatego też Rosjanie przyśpieszyli swoje działania, które zapewniają im odzyskanie kontroli nad sytuacją. Rosja będzie teraz faktycznie rządzić w Górskim Karabachu i w ten sposób będzie również w pełni kontrolować sytuację w samej Armenii. Z drugiej strony otwarcie kontrolowanego przez Rosję korytarza łączącego Nachiczewan z Azerbejdżanem daje jej bat na Baku.

Witold Repetowicz

 

 

 

 

W tym temacie polecamy również: