Zatoka traci wiarę w USA

17 września 2025 roku Królestwo Arabii Saudyjskiej oraz Islamska Republika Pakistanu podpisały formalny pakt obronny, fundamentalnie zmieniając tym samym regionalny układ sił. Jak bowiem poinformowała strona pakistańska, zobowiązanie do wzajemnej obrony dotyczy wszelkiego typu zagrożeń, pozwalając na użycie wszystkich dostępnych środków. Nie ma więc wątpliwości, że chodzi także o broń jądrową.
Długa wojna o irański atom

Irański program nuklearny przeszedł długą i niezwykle burzliwą drogę od niebudzących szczególnych kontrowersji cywilnych początków aż do miana potencjalnego źródła globalnego konfliktu. Największy wróg Islamskiej Republiki, Izrael, od dawna postrzega nuklearyzację Iranu jako zagrożenie o charakterze egzystencjalnym. Powszechnie uważa się, że Izrael jako jedyny kraj w regionie dysponuje bronią jądrową, choć utrzymuje politykę „nuklearnej dwuznaczności”: nie potwierdza istnienia własnego arsenału ani też nie zaprzecza mu.
Od sojuszników do śmiertelnych wrogów

Iran i Izrael to dziś zajadli wrogowie, którzy w ostatnich latach wielokrotnie ścierali się zbrojnie, zarówno wprost, jak i poprzez działania pośrednie w regionie. Retoryka Teheranu pełna jest gróźb pod adresem „syjonistycznego reżimu”, a Izrael uznaje Islamską Republikę za jedno z głównych zagrożeń dla swojego bezpieczeństwa. Tymczasem zanim Iran stał się islamską republiką, oba państwa łączyła bliska współpraca wojskowa, wywiadowcza i technologiczna, oparta na wspólnych interesach strategicznych i poczuciu izolacji w świecie arabskim.
Historia, która się nie skończyła

Czerwcowa wojna Izraela z Iranem była zarazem przewidywalna i zaskakująca. Przewidywalna, ponieważ obie strony od lat przygotowywały się na ten moment, opracowując scenariusze, wyznaczając czerwone linie i uzasadniając kolejne decyzje. Zaskakująca, bo kiedy już do niej doszło, tempo i skala odwetu przekroczyły oczekiwania większości obserwatorów. W ciągu kilku dni region, który przez lata trwał w […]
Pojednanie albo zagłada. Szczera rozmowa z Palestyńczykiem

„Bez zmiany elit żadna transformacja nie będzie możliwa” — przekonuje Samer Sinijlawi, palestyński polityk, działacz propokojowy i orędownik reform wewnętrznych w Organizacji Wyzwolenia Palestyny, w rozmowie z Maksymilianem Skrzypczakiem. Otwarcie krytykuje zarówno bierność własnych przywódców, jak i cynizm izraelskiej prawicy. Podkreśla, że realna zmiana nie nadejdzie z Nowego Jorku ani Brukseli, lecz z Ramallah, Tel Awiwu i Gazy. Jego głos to rzadki przykład politycznej uczciwości i pragmatycznego spojrzenia na konflikt, który od dziesięcioleci pozostaje zakładnikiem traumy, frustracji i skostniałej retoryki.
Korytarz IMEC

India–Middle East–Europe Corridor (IMEC) to ambitna koncepcja infrastrukturalna, której celem jest powiązanie subkontynentu indyjskiego z Europą przez Półwysep Arabski i Bliski Wschód. Szlak ten miałby odciążyć Kanał Sueski – dziś wąskie gardło światowego handlu – i wnieść istotną dywersyfikację łańcuchów dostaw w coraz bardziej niepewnym otoczeniu gospodarczym. Jak zwykle przy kluczowych arteriach handlowych, implikacje wykraczają poza logistykę: realizacja korytarza mogłaby przetasować układ sił od Pekinu, przez Rijad, po Brukselę, a przede wszystkim gruntownie przeobrazić Bliski Wschód. Na razie jednak IMEC pozostaje na papierze – ledwie miesiąc po jego ogłoszeniu prace zatrzymała wojna w regionie.
Rywalizacja amerykańsko-chińska a Bliski Wschód

Bliski Wschód znalazł się w centrum geopolitycznej rywalizacji, w której Stany Zjednoczone i Chiny oferują konkurencyjne wizje przyszłości regionu. Waszyngton, demonstrując siłę i gotowość do działania podczas wojny izraelsko-irańskiej, przypomina o swojej roli gwaranta bezpieczeństwa. Pekin, choć niezdolny do militarnej interwencji, konsekwentnie buduje swoje wpływy poprzez inwestycje, technologie i dyplomację. Dla państw regionu wybór między amerykańskim bezpieczeństwem a chińską modernizacją staje się coraz bardziej strategiczny — i coraz trudniejszy.
Izraelska siła demografii

Izrael jest jednym z niewielu państw rozwiniętych o wysokim poziomie dzietności, który w 2024 roku wyniósł 2,83 dziecka na kobietę. Tak wysoki wskaźnik daje stabilny wzrost liczby mieszkańców w granicach 1,8-1,9 proc. rocznie. Wzrost ten pod pewnym względem jest korzystny, ponieważ pozwala Izraelowi na zmniejszanie dysproporcji w liczbie ludności pomiędzy nim a państwami, z którymi jest skonfliktowany. W dłużej perspektywie jednak dalsza eksplozja demograficzna może doprowadzić do katastrofy ekologicznej, wzmocnić już olbrzymie napięcia w regionie i być może doprowadzić do kolejnych wojen o ziemię.
Nowy ład na Bliskim Wschodzie: Trump, Iran i cena stabilności

Po amerykańskim ataku na irańskie instalacje wojskowe Bliski Wschód nie stał się bezpieczniejszy – stał się bardziej skomplikowany. Reżim w Teheranie nie tylko przetrwał, lecz zaczyna odgrywać coraz większą rolę w układance sił. Donald Trump porzuca ideę demokratyzacji regionu i stawia na zimny sojusz z autokratami. W tej nowej strategii liczy się nie system rządów, lecz przewidywalność, tania ropa i kontrola ryzyka. Czy Iran stanie się filarem nowego ładu, a Izrael – zakładnikiem realpolitik?
Demograficzne przetasowanie na Bliskim Wschodzie

W ciągu nadchodzących dekad Bliski Wschód stanie się areną głębokich przesunięć demograficznych, które zmienią układ sił bardziej niż jakiekolwiek porozumienia dyplomatyczne czy operacje wojskowe. Egipt, z najwyższym przyrostem naturalnym wśród głównych państw regionu, umacnia swoją liczebną przewagę nad Iranem i Turcją. Irak, młody i dynamicznie rosnący, może wkrótce dołączyć do grona demograficznych graczy pierwszego rzędu. Równolegle rośnie znaczenie ludności kurdyjskiej — rozproszonej, pozbawionej państwowości, lecz demograficznie coraz silniejszej. W regionie, gdzie liczby coraz częściej przesądzają o potencjale państw, ignorowanie tych trendów może mieć konsekwencje znacznie wykraczające poza statystykę.